wtorek, 22 grudnia 2009

Bogumiła muzyka otrzymana na święta

o Podkarpaciu

W portalu Interia przeczytać można ciekawy, utrzymany w iście etnograficznym stylu, opis mojego rodzinnego Podkarpacia. Oto fragment:

(...)A jeśli już pieniądze są, to co z nimi robią mieszkańcy Podkarpacia? To także wybadał GUS. Z tych danych (najaktualniejsze mówią o 2007 roku) wynika, że najwięcej przejadają. Mając 627 zł typowy Kowalski z Podkarpacia, aż 240 zł wydaje na jedzenie. Taki Kowalski z Podkarpacia zjada miesięcznie ponad 4,5 kg mięsa. A najlepiej, żeby było tłuste. Słodkim też nie pogardzi. W sumie miesięcznie zjada 1,5 kg cukru. Do tego lubi jajka (17 na miesiąc), pieczywo (6 kg), mleko (6 litrów) oraz owoce (3 kg) i warzywa (13 kg). Wydawać by się mogło - jedzą warzywa, nie jest źle! Problem w tym, że większość tych warzyw to ziemniaki! One prawie codziennie goszczą na stołach mieszkańców Podkarpacia.(...)

Całość można przeczytać TUTAJ.

Tylko skąd ten GUS wiedział, że ja tak bardzo lubię ziemniaki...? :)

poniedziałek, 21 grudnia 2009

zdolny:)fotograf

Księża marianie, znając me, pełne autentycznej pasji, zainteresowanie sztuką wizualną, zwrócili się z prośbą o obsługę fotograficzną uroczystości wmurowania kamienia węgielnego pod ich nową świątynie. Poczułem się mile wyróżniony i odrobinę przytłoczony (wielkością aparatu i długością mszy). W każdym razie do dzieła przystąpiłem z zapałem. Oto mała próbka:

Pozostałe zdjęcia są dostępne na stronach:
http://www.marianie.pl/index.php?page=nowosci&id=445
http://picasaweb.google.com/lublin.marianie.pl/UroczystoscNiepokalanegoPoczeciaNMPWmurowanieKamieniaWegielnego08122009#
i jeszcze gdzieś tam...

No w każdym razie chyba okazało się, że wszyscy pomyśleli, iż złapałem fotograficznego bakcyla. Dlatego podczas naszej zimowej wyprawy do źródeł Biebrzy wszystko musiałem dokumentalizować swoim osobistym komórofonem. Efekty można podziwiać wklejając sobie w pasek adresu poniższy link:
http://picasaweb.google.com/stan.lesniak/Biebrza?authkey=Gv1sRgCLaGxb31_aGczQE&feat=directlink

postsłowacki świąteczny mail

Drodzy Kamraci Slovenskiej beztroski :)

z okazji Świąt Przyjścia na świat Zbawiciela życzę Wam, by Pan Jezus narodził się w Was i Waszych bliskich..
Dobrego nowego roku.

Całuję i pozdrawiam serdecznie!
Ania


Od razu robi się jakoś tak cieplej na sercu...

piątek, 18 grudnia 2009

Tutaj?


Tutaj dziś sprzedawałem swoje umiejętności. Mam wrażenie, że pokaz się podobał, teraz będą negocjacje. Czy będzie z tego współpraca, pokaże czas.

w Biebrze!

Wreszcie mróz jest jak trzeba. Chwała Bohu! Jutro skoro świt jedziemy z Gosią (i innymi dzielnymi chwatami) w Biebrzę. Będziemy opatuleni w koce, w cieple kominka, spożywać herbatę z prądem. Będziemy na śniegu szukać tropów łasic, bobrów, łosi, rysi i pozostałego tałatajstwa. Może zapalimy ognisko, a może ulepimy bałwana. Zostawimy za sobą tego molocha i pooddychamy leśnym, drżącym z czystości powietrzem.
Będzie fajowo.

Pobudka jutro o 5 rano.

czwartek, 10 grudnia 2009

ej, co jest?

Jestem przeciwnikiem idei globalnego ocieplenia. Dlaczego więc rząd pod naciskiem bandy zielonych wydrwigroszy i oszustów decyduje się przekazać moje podatki na wspieranie tego chorego pomysłu?
(90 mld euro w ciągu 3 lat)

Powrócze Liberum Veto!!!



piątek, 4 grudnia 2009

moja ulubiona Natalka i Regan



Zapis koncertu sprzed chyba lat dwóch. Słuchać należy głośno!

zachlejparty

Wyobraź sobie, że należysz do grupy 10 osób. Tego wieczora wszyscy macie niesamowite szczęście: spotkanie ze świętym Mikołajem. I każdy z was otrzymuje niemal identyczny prezent. Spotykacie się w wyznaczonym miejscu o wyznaczonej porze w celu wspólnego rozpieczętowywania. Świat przyśpiesza, zmieniają się miejsca i okoliczności, a Ty w ekstatycznej euforii jesteś pewien: życie cudem jest! Następnego dnia rano okazuje się, że jest jeszcze połowa prezentów do rozpakowania. Niby prawdziwy cud choć nie wiadomo co na to święty - czy cieszyłby się, czy płakał.

piątek, 27 listopada 2009

legitka

Zdałem dziś legitymacje, a lubiłem ten sztywny, zielony prostokącik. Gdy się nad tym zastanowić: przez ostatnie pięć lat była ona dla mnie najważniejszym papierem. Posługiwałem się nią zdecydowanie częściej niż dowodem, paszportem czy świadectwem bierzmowania. Status studenta jakby pełniej niż cokolwiek innego określał moją tożsamość. A tu proszę, pani zza drzwi o odpowiednim numerze mechanicznie i bez mrugnięcia okiem skonfiskowała ten papier - ostatni symbol niemal wszystkiego co określało mnie w ciągu ostatniej 1/5 życia został zamknięty wraz z innymi szpargałami w tekturowej teczce. W filmie można czasem zobaczyć taką scenę, że gdy ktoś wychodzi z więzienia dostaje karton z osobistymi rzeczami - takie właśnie miałem wtedy ciekawe skojarzenia. Z tym, że ja niemal jak ktoś skazany na dożywocie lub na karę śmierci, tej swojej legitki nie zobacze już nigdy. A w portfelu miałem na nią specjalną przegródkę, która teraz jest dziwnie pusta.
W zamian dano mi dyplom, nie zmieści się on jednak w przegrodzie a nosić go w kieszeni też jakoś nieporęcznie i w sumie bez sensu. Tak więc co z nim zrobię, w jaki sposób wykorzystam pozostaje zupełnie tylko moją sprawą. W muzeum, w autobusie, pociągu, kinie, ..., nikt o niego nie będzie pytał.

przesłania

idź
przed
siebie
jeśli
w danej chwili
wydaje się
to
słuszne

czy
masz odwagę
dowiesz się
później

piątek, 20 listopada 2009

Ministerstwo Głupich Kroków


Cieszę się, że mogłem wesprzeć akcję taka jak ta wczorajsza, zorganizowana przez Marcina. Około 15 uczestników happeningu w towarzystwie kilkudziesięciu dziennikarzy i kilku "zupełnie postronnych" gapiów takich jak ja w zupełnie bezsensownym celu przemaszerowało do lubelskiego ratusza by wziąć udział w posiedzeniu rady miasta. Do Ministerstwa Głupich Kroków został przyjęty były prezydent Lublina, pan Bryłowski, a stało się to na skutek pozytywnie zaliczonego przez niego egzaminu wstępnego...

więcej zobaczyć można między innymi tutaj:

http://radio.lublin.pl/index.php?site=news_details&id=66853

http://www.rmf.fm/fotoreportaze,165291,Ministerstwo,glupich,krokow,przemaszerowalo,przez,Lublin.html
http://lublin.gazeta.pl/lublin/1,88296,7270513,Straz_miejska_nie_lubi_Monty_Pythona_w_ratuszu.html


poniedziałek, 16 listopada 2009

dobry czas

Moment jest wyjątkowy i dobry. Nic dziwnego - w końcu to srebrne gody mego związku z tym miejscem i z tymi czasami. Nie tak może niezwykłe jest miękkie srebro listopadowego nieba a jednak to trochę tak jakby przyroda razem ze mną zechciała uczcić ten okres. Zawał roboty coraz bardziej drożny i płynny, na horyzoncie pierwszy klient do coachingu a i innych nie brak atrakcji. Jako remedium na zmęczenie stosuje ćwiczenia i wtedy pojawiają się pomysły także z całkiem innych beczek. Wszechświat możliwości a w nim nagle wszystko zaczęło się jakby zazębiać, no może z wyjątkiem niesfornej łasiczki, która jakoś nie chce kąsać. Urok życia... o Listopadzie byleś w kolejnych powtarzał się miesiącach!

środa, 11 listopada 2009

jestem dumny

W ciągu ostatnich 100 lat Polacy trzykrotnie odbudowywali swój kraj: z ruiny zniewolenia i podziałów, ze zgliszcz i popiołów oraz z brzydoty.

poniedziałek, 9 listopada 2009

Jeśli wszędzie widzisz interes...

jesteś biedny: przyjaźń czasami po prostu coś kosztuje, tylko wrogów możesz mieć całkiem za darmo.


niedziela, 8 listopada 2009

program dla Polityka

Przeczytałem w gazecie (nie mylić z "Gazetą"), że polskie partie polityczne nie posiadają żadnego programu: nie mają wyrazistych celów, czegoś ku czemu chciałyby dążyć, zmienić, osiągnąć dla społeczeństwa. Jedynym ich celem jest wywindowanie (lub utrzymanie) sondażowych słupków poparcia wśród osób, które jeszcze chodzą głosować. PO, najpotężniejsza polska partia wszechczasów (nie licząc może ruchu egzekucyjnego w XVI stuleciu) swoją pozycje zawdzięcza właśnie temu, w czym się wyspecjalizowała: dokładnie każde wydarzenie rozważane jest przede wszystkim pod kątem tego, w jaki sposób może zostać ono przedstawione opinii publicznej by odnieść z tego korzyść, a broń Boże nie stracić. Jest to polityka wyłacznie reaktywna: polegająca na odpowiadaniu na to co przyniesie los, nie ma tu miejsca na aktywność, przeprowadzanie reform i robienie kroku do przodu. Bystrym uczniem PO jest PiS. Najwieksza partia opozycyjna szybko odrabia zaległości z tej lekcji i nie mówi już o żadnych reformach, żadnych zmianach. Robiąc coś można się przecież komuś narazić, z resztą nie ma na to czasu i sił bo przecież cała energia poświęcona jest analizie sondaży.
O władztwie sondaży pisał już o wiele wcześniej Giovani Sartori (Homo Videns). Lektura jego tekstu w dzisiejszych czasach jest wyjątkowo godna polecenia. Pozwala otworzyć oczy na to co z takiego stanu rzeczy wynika dla nas, naszego otoczenia i dla naszej, ukształtowanej medialnymi obrazami świadomości.
Wyrównaj z obu stron
Dla specjalistów, którzy udają, że tworzą mądre i użyteczne programy (owszem, ostatecznie są one bardzo przydatne podczas kampanii wyborczej - bo można pokazywać przed kamerami stosy makulatury i powtarzać, że ma się program, a przeciwnicy go nie mają) mam 2 propozycje:
- zadbajcie raz w tym kraju o infrastrukture: sieć szybkich dróg i szybkiej kolei, by wreszcie skomunikować wewnętrznie ten Kraj, pozwolić na szybki przepływ ludzi, usłóg i towarów, by umożliwić rozwój biznesu;
- zróbcie porządek w administracji publicznej, przecież wszystkie formalności powinno dać się załatwić szybko i sprawnie, a nie tak jak na przykład w lubelskim KRSie, gdzie kiedy jeden urzednik bierze zwolnienie trzeba pisać specjalną prośbę o przekierowanie prowadzonej przez niego sprawy do kogoś innego. Podanie takie rozpatrywane jest 2 tygodnie przez samego kierownika...

Polacy na prawde nie są głupsi ani mniej zaradni od innych zachodnich narodów, chociaż miliony pompowane przez Unię w "rozwój kompetencji" mają świadczyć o czymś zupełnie odwrotnym. Na garnuszku podatnika rośnie cała branża uzależniona od subwencjii, dotacji, środków unijnych - jej istnienie uzależnione jest od decyzji politycznych, staje się więc źródłem władzy. Dla porównania autostrada raz wybudowana może spokojnie służyć kolejnym pokoleniom, staje się realnym i niezależnym dobrem: ludzie którzy po niej jeżdżą mogą kręcić swoje lody i grać na nosie Brukseli.
Panowie politycy, to czego w Polsce brakuje to autostrady, kolej, internet na wsi, a urzędów i urzędników mamy powyżej uszu.

poniedziałek, 26 października 2009

oranie truskawek

Za domem, pomiędzy ogrodzeniem a składzikiem, moja mama hoduje truskawki. Wszystkiego jest tego może 3 rzędy. Wyjątkowo mało owoców było na nich w tym roku, więc jak nakazuje staropolski obyczaj, pasowało jej to poletko od nowa przeorać. Zamówiła najlepszych fachowców: prawdziwego kunia z prawdziwym chłopem. Kuń był przewielki - pół godziny trwało nim udało się nim wmanewrować pomiędzy słupami bramy, ścianą domu a śliwą i czereśnią. Koń świstał chłopu ogonem po twarzy a chłop koniowi batem po dupie. Zdawało się , że okutym dyszlem wozu wywalą dziure w kancie ściany.
wreszcie chłop postawił tego konia olbrzyma w truskawkach, jakoś przypioł mu jeszcze pług ale za niego już nie wlazł bo się pomiędzy uchwytem a siatką ogrodzenia poprostu nie zmiescił.
- Prrrrrffffff! - zarżał kuń poskrobawszy czubkiem łba o ostry tynk składzika.
- Noszkurw...! - odpowiedział chłop.
- O której panowie skończą? - zapytała mama.

niedziela, 25 października 2009

Jerzy Kukuczka

Jerzy Kukuczka przed południową ścianą Lhotse (8516 m. n.p.m.) podczas swojej ostatniej wyprawy, 1989/Agencja FORUM

Minęło już dwadzieścia lat: 24 października 1989, podczas wspinaczki południową stroną ośmiotysięcznika Lhotse w Himalajach (wraz z Arturem Hajzerem) Jerzy Kukuczka odpadł od ściany i spadł w przepaść, ponosząc śmierć na miejscu (fotografia pochodzi z archiwum rodzinnego Jerzego Kukuczki, pozostałe zdjęcia zobaczyć można na stronie http://fakty.interia.pl/galerie/polska/jerzy-kukuczka/zdjecie/duze,1131924,1,269)

wtorek, 20 października 2009

"jesteś przefrancuzowiony"

Zapytałem: "a Ty po co pochodzisz ze Świdnika?"
bo im trudniej udzielić odpowiedzi tym bardziej sensowne jest pytanie.

sobota, 17 października 2009

świadomość

Wierzę, że istnieje ogólny nurt ponadczasowej, kosmicznej świadomości. Zawiera on w sobie całą możliwą wiedzę w formie abstrakcyjnej. Czasami dane nam jest podłączenie się do tego strumienia, także po to by uzyskać odpowiedzi. Szczęśliwcy, przez których przelewają się małe fragmenty tego oceanu tworzą takie rzeczy jak Czechowicz, Picasso, czy Mozart. Przecież Beethoven kiedy tworzył swoje największe dzieła był całkiem głuchy.

ILU.

czwartek, 15 października 2009

kataklizm globalnego ocieplenia

Spoglądając przez okno nie mogę się oprzeć wrażeniu, że globalne ocieplenie klimatu to ściema wymyślona przez niemieckich i holenderskich producentów żarówek. Jest zimno i śnieży, co na wsi lub gdzieś w górach tworzy być może niepowtarzalną, klimatyczną aurę, ale w mieście to tylko przemoczone buty, plucha i chlapa spod kół pędzących aut. Z takiego stanu rzeczy cieszą się chyba tylko erasmusi, którzy przyjeżdżają do Polski z południowych krajów: robią sobie zdjęcia i wstawiają na facebooka by pokazać znajomym na jakim końcu świata się znaleźli.
A ja chciałbym, żeby było cieplej, żeby nie trzeba było chodzić w kalesonach. Nie bez powodu okresy ocieplenia klimatu (które są procesem zupełnie naturalnym i występują średnio co 1 tys. lat) nazywane są optimami klimatycznymi - wtedy wszystkie organizmy mają się dobrze, dynamicznie rozwija się życie fauny i flory. A już czymś zupełnie dziwnym jest poddawanie restrykcjom klimatycznym krajów tak zimnych jak Polska, przecież to zupełnie wbrew naszemu interesowi. Ktoś zapomina, że i tak musimy wydawać mnóstwo kasy na czapki, kurtki, pierzyny, syropki na gardło, niezdrową wódę i gaz od Ruskich, nie mówiąc już o wczasach w ciepłych krajach. A moglibyśmy przecież hodować w swych sadach oliwki i raczyć się szlachetnym winem zbieranym z rodzimych plantacji. Ech marznącego marzenia...

środa, 14 października 2009

ostatni mistrzowie z katedry eksperymentalnej!

W pierwszym rzędzie stoją od lewej: Stanisław L. i Anna Ż.
satysfakcja w pełni uzasadniona

tarantella

Ja tu nad organami śpię. A nie licząc podłogi, można powiedzieć, że bezpośrednio. Dosyć to w sumie niezwykłe, by nie powiedzieć dziwne. Z jednej strony jutrznie kobiecych głosów, jakże inne od zrywu klasycznego budzika. Z drugiej jest w tym jakaś żelazna systematyczność. Ezoteryczna logika miejsca i egzystencji. Można szukać odniesień i tak trudno powiedzieć o co tak na prawdę w tym wszystkim chodzi. Łukasz, którego książki leżą jeszcze na już moich półkach, wylądował w Armenii. Wcześniej jego myśli stąd, ni zowąd zaczęło wyrywać ku niebu - i istnienie dościgło ideę.
Zdumiewająca jest ta ludzka tendencja do komplikowania swojej rzeczywistości. Pewnie czasami chcemy żeby było ciekawiej. Może dlatego, że z kilku różnych punktów widzenia łatwiej dostrzec całokształt. A właściwie jego fragment.


a tutaj panaceum jeśli kogoś ukąsiła pogoda:

niedziela, 11 października 2009

You are not welcome here

To film SF, który nie tyle pokazuje zagrożenia i wyzwania przyszłości, co ocenia współczesną nam rzeczywistość.
Przyznaje staszkowy znak jakości.

sobota, 10 października 2009

odyseja przez "Ulissesa"

Teraz otwórz oczy. Otworzę. Za chwilę. Czy wszystko znikło w ciągu tego czasu? Jeżeli otworzę i zostanę na zawsze w czarnej nieprzejrzystości. Basta! Zobaczę, czy zobaczę.
Zobacz teraz. Tam przez cały czas bez ciebie: i na wieki wieków, świat bez kresu.

piątek, 25 września 2009

Mega Rzecz

Rzecz nie do przegapienia: „Taksim” - najnowsza powieść Stasiuka w interpretacji Krzysztofa Majchrzaka, codziennie w Programie Trzecim Polskiego Radia od godziny 20.45 do 21.

Beskid, czad, alkoholowy odlot, chropowate arcydzieło. Po prostu trzeba posłuchać, choćby kilku, choćby nawet jednego tylko odcinka i nie ważne, jeśli nie słyszałeś wcześniejszych: piętnaście minut tego słuchowiska wystarczy by przenieść Cię w inny, toczący się równolegle, lecz równie realny, wszechświat przeżyć i spostrzeżeń. Ten alternatywny świat jest nam przecież już skądś znany, a w formie takiej jak ta zawsze warto sobie o nim przypomnieć.

czwartek, 24 września 2009

polski super hero

Podoba mi się postawa Marcina Gortata. Rozkręca wokół kosza pozytywną atmosferę: uczestniczy w pokazach, pracuje z młodzieżą no i przede wszystkim jest mocno zaangażowany w grę w reprezentacji. Zupełnie inaczej niż wcześniejsi polscy zawodnicy, którzy za oceanem odnosili swoje sukcesy. Np. Czerkawski, który choć swego czasu świecił formą, z obawy przed doznaniem kontuzji, w tym okresie nie rozegrał bodaj jednego meczu w barwach polskiej drużyny narodowej. Różna bywa motywacja, wydaje się jednak, że ta czysto finansowa nie ma z postawą prawdziwie sportową zbyt wiele wspólnego. Sport to styl życia, który powinien przynosić o wiele więcej swoim wyznawcom niż tylko hajs. Mistrzowie w swoich dziedzinach powinni czynnie przyczyniać się do ich popularyzacji wśród młodzieży tak aby mozliwe było odnajdywanie nowych talentów, a poprzez to podnoszenie siły rodzimej ligi i reprezentacji...

Dlatego cieszy, że wreszcie trafił nam się taki Gortat.


poniedziałek, 14 września 2009

[ptacy]


ptacy
możem się ulotnić
w renesanse miejsc
wody i wojny
rozciągłością przestrzeni
wysokością czasu
i nas samych

do bytu wzbudzeni
z każdego liścia
każdej grudki
w to miejsce gdzie chcemy
lub ciepłego wiatru
zakołyszą nas fale
w ściany
w drzewa
w szkło
granity

(jesienią)
ziemia może stopnieć jak beton
a wiatr urosnąć dębem
zapłonąć burzą liści

środa, 9 września 2009

Janosik - piękna historia

Najnowszy film o Janosiku to produkcja na światowym poziomie. Ta zbójecka historia jest u nas powszechnie znana i lubiana, chociaż finał ma przecież tragiczny. Teraz dzięki temu filmowi Jurij Janosik ma szanse również zyskać popularność wśród szerszej publiczności. Reżyserki filmu stworzyły naturalistyczny obraz tamtych wydarzeń - w zasadzie zgodnie z konwencją epoki baroku, na którą przypadają wydarzenia. Jest więc to film brutalny, pokazuje też potęgę natury, w rytm której rozwija się akcja. Sprzyjają temu przepiękne ujęcia plenerów (gdzieś już w tym blogu pisałem, że karpacki krajobraz daleko prześciga ten nowozelandzki, przedstawiany we Władcy Pierścieni) oraz doskonała muzyka. Dodatkowo sposób prowadzenia kamery z perspektywy świadka wydarzeń, choć początkowo męczący, pozwala wczuć się w klimat wydarzeń i pełniej w nich uczestniczyć. Szkoda tylko, że film wyświetlany jest w polskiej wersji językowej - zdecydowanie bardziej wolałbym go zobaczyć w symplicystycznej słowencinie. Film jest murowanym zwycięzcom festiwalu w Gdyni, czyli będzie polskim kandydatem do Oskara w kategorii filmów nieanglojęzycznych. Czy ma szanse? Tak - o ile Akademia w tej historii powstańca i ukrywającego się w górach rozbójnika, zobaczy uniwersalną przypowieść o ludziach poszukujących wolności, przypowieść która być może ma swoje współczesne odzwierciedlenie w Afganistanie.

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

piątek, 14 sierpnia 2009

jarmark

Poszedłem dzisiaj zobaczyć co się dzieje na osławionym jarmarku jagielońskim. Moją uwagę przykuło pięknie urządzone stoisko, a na nim: z siana* konie, owce i barany, z siania anioły, dzbany i wóz cały. Taka dosyć oryginalna rzecz, nie ma zbyt wielu osób na świecie, które potrafią zrobić coś takiego. Każdy twór idealnie oddaje proporcje swojego żywego odpowiednika (nawet aniołki są w sam raz takie, że swobodnie mogłyby usiąść na ramieniu). Tym Leonardem w sianie jest Andrzej z beskidu dukielskiego. Z 15 lat temu ukończył filozofię na KUL. Dzisiaj stada skręconych z jego siana koni, kuz i baranów zdobią ogrody wzdłuż Loary, a bożonarodzeniowe szopki - centra europejskich stolic. Ciekawie musi wyglądać jego busik, którym wozi ze sobą tą całą oranżerię. To prawda, że działanie z pasją zawsze przynosi dobre efekty i nawet z takiego siana można zrobić Coś - wiedzą to i widzą wszyscy odbiorcy i klienci, nie wiadomo tylko czy wie to też trawa...

*siano - specjalnie skoszona i wysuszona trawa, jest wykorzystywana jako pasza dla zwierząt lub, ze względu na doskonałe właściwości izolacyjne, jako materiał budulcowy. Można też zrobić z niego coś piękniejszego - tylko trzeba chcieć i umieć.

środa, 12 sierpnia 2009

me & my mgr

Jesteśmy jak Achilles ścigający się z żółwiem w opowieści Zenona z Elei. Ja jestem co najmniej dwa razy mądrzejszy niż moja magisterka, dlatego dałem sobie dużo czasu na jej wykończenie. Kiedy zbliżam się w pisaniu do ustanowionego przez siebie deadline'u, cel w postaci ukończenia tej pracy jest już jednak dalej. Im więcej rozdziałów pisze, tym więcej podrozdziałów jest jeszcze do uzupełnienia. Niby mam już ją na widelcu, a jednak zawszeć coś jeszcze trzeba dopisać, wstawić dodatkową tabelkę czy wykresik.
W paradoksie Achillesa i żółwia najważniejszy jest wniosek, który mówi, że Achilles nigdy nie dogoni żółwia, mimo że biegnie od niego dwa razy szybciej. Zawsze będzie dzieliła ich zmniejszająca się odległość. A ja na przykładzie pisania swojej magisterki przekonam się czy moim życiem rządzi paradoks...

czwartek, 6 sierpnia 2009

kreatywność

Dostaliśmy zlecenie od pewnej dużej korporacji. Zlecenie na przeprowadzenie szkolenia – warsztatu kreatywności. Myślę, że to najwspanialszy temat jaki może sobie wymarzyć każdy trener. Szkolenie, którego cel dopuszcza każdą formę, więc rządzi dowolność i zaskoczenie. Istnieje nieskończenie wiele dróg, które prowadzą do nowego. Nowe jest przecież zawsze tym, czego nie da się zaplanować, przewidzieć. Ta wolność przyprawiła mnie o gęsią skórę, mój pokój zamienił się w bieżnie, a papier szybko zapełnił pomysłami. Jeszcze gdy zasypiałem coś mi się majaczyło w tym temacie...
Na drugi dzień przyszła dodatkowa wiadomość z centrali korporacji. Zawierała gotową prezentacje i projekty wszystkich ćwiczeń - jeśli chodzi o kreatywność to by było chyba na tyle.
Oni na prawdę potrzebują pomocy.

czwartek, 30 lipca 2009

Europejskie Stowarzyszenie Trenerów i Konsultantów

Procedura związana z rejestracją naszego stowarzyszenia nabrała tempa. Dzisiaj składałem w sądzie wszystkie dokumenty (razem z załącznikami i kopiami było tego 52 strony). 11 oddział sądu rejonowego zajmujący się rejestracją stowarzyszeń, spółek i firm mieści się w bloku na jakimś zadupiu (natomiast pospolitych bandytów przyjmuje się i załatwia ich sprawy w eleganckich budynkach sądu w samym centrum miasta). Biuro przyjmujące dokumentacje nie udziela ze swojej strony żadnych porad, pewnie, że nie - przecież za każdą zmianę w dokumentacji pobierana jest dodatkowa opłata. Mam nadzieję, że dzięki takim stowarzyszeniom jak nasze i to zacznie się w Polsce zmieniać. Jednak najpierw wszystkie przecinki po prostu muszą być na swoim miejscu...
to chyba dobrze.

John & Stan

Kumple są na zabój!

poniedziałek, 27 lipca 2009

porzeczki

Może brakowało mi jakiś witamin, a może stęskniłem się za ich smakiem, podchodzę do pani sprzedającej na murku:
- Dzień dobry, proszę pół kg. porzeczek.
- 3 zł.
A będzie już może jakieś 15 lat, gdy samemu zbierało się porzeczki. Krzaki w plantacyjce u dziadków miały jedną cechę charakterystyczną i wspólną: sadzone były w najtrudniej dostępnym terenie i największych dziurach - na stromiźnie, za gnojem, za oborą sąsiada, tam gdzie ni kosa ni grabie nie sięgną. Pokrzywska trzeba było po prostu wydeptać a na zapach i jakieś latające robale nie było już rady. I zbierało się te porzeczki całymi dniami do łubianek. Łubiankę zbierało się około 40 minut, mieściło się w niej dwa kilogramy, a na skupie dostawało się 80 groszy za kilogram. Po tygodniu zbierania można sobie było kupić w sklepie sweter, w którym i tak się nie chodziło bo był beznadziejny i brzydki.

krwawa jatka

Moja wieczorna gimnastyka wyglądała dziś następująco:
czas - 5 minut;
ćwiczenia - podskoki, wymachy ramion, skręty i klaśnięcia;
rezultat - 14 komarzyc zgładzonych na śmierć.

niedziela, 26 lipca 2009

mój pierwszy wieczór panieński


Taki teraz okres, że co rusz to się ktoś hajta, miałem ostatnio w związku z tym taką przygodę. Zupełnie wyjątkową i prawdopodobnie jedyną w życiu. Otóż zupełnie niespodziewanie, nawet dla mnie samego, wylądowałem na wieczorze panieńskim :) A było to tak: wracam sobie wieczorem do domu, wchodzę do swojego pokoju i zastaje 10 rozbawionych w najlepsze, przepięknych panien (w tym oczywiście tą najpiękniejszą i najbardziej powabną tego wieczoru). Nie było rady, musiałem pomagać im rozkręcać tą imprezę (od kajdanek do teraz boli mnie łapa:)) a później służyć za przewodnika po lokalach i bodyguarda. I mogę powiedzieć to dzisiaj, bo nic się w tej kwestii już nie zmieni: był to najpiękniejszy i najweselszy wieczór panieński w którym uczestniczyłem w całym swoim życiu...
Aniu 100 lat wspaniałego szczęśliwego małżeństwa!

czwartek, 23 lipca 2009

burza

Oglądana z wysokości 10 pietra jest mrucząca i przyjemna: to Bozia lampki świeci. Błyskawice długimi smugami rozcinają czarne chmury. Nadchodzi, a skrzypienie i dudnienie jej kroków jest coraz szybsze, głośniejsze. Nagle niebo rozszumiało się deszczem na parapecie. Aż miło popatrzeć, posłuchać.
I wystarczy tylko otworzyć okno, zdjąć niewidzialną osłonę z jedynego otwartego oka 10 pietra, by zrozumieć jaskiniowców i zwierzęta. To dlatego ludzie składali ofiary naturze.

środa, 15 lipca 2009

ćwiczenia OSP Rymanów

W Rymanowie wzięliśmy z Kobrą udział w ciekawych ćwiczeniach dla młodych rekrutów straży pożarnej. A po wszystkim wiadomo: STRONG.

wtorek, 14 lipca 2009

na dworcu w Rzeszowie

Do dziury w jezdni, nieopodal przystanku podszedł facet ubrany w roboczy kombinezon. Rozciął przyniesiony przez siebie wór i wysypał z niego mase czarnych, błyszczących kuleczek. Zaczął wyrównywać je szpachelką...
Dziadek 1: O mądry! dziure będzie łatał.
Dziadek 2: A co on tam jagody wysypał???
D1: Tak, jagody he he he he...
S: No tak Panie, dziury w drodze to się w Polsce jagodami łata...
D1,D2,Dziewczyna: ha ha ha ha...
S: Panie, teraz to jagody tańsze niż asfalt.
Wszyscy: ha ha ha ha ha

poniedziałek, 6 lipca 2009

przepis na udany wieczór (kawalerski)

Organizowałem Tomaszowi wieczór kawalerski w Wawie. Będzie to jedna z najbardziej niezapomnianych imprez życia - i o to chodziło. Istny powrót do szczenięcych lat, przy dwudziestym siniaku przestało mi się chcieć zliczać rany. Dosyć byłoby to nawet zabawne ale nie mogę się śmiać bo dziwnie odzywają się żebra...
A oto składniki tej potrawy:
piwo, paintball, 3 kg mięsa, dużo dużo dużo wódki, boks, strzelanie, entropia, świt w klubie.
Przepis sprawdzony, polecam z pełnym przekonaniem.

PS. nomen-omen to post numer 69...:)

piątek, 3 lipca 2009

babski film

E tam, właściwie wszystko można podzielić w ten sposób. Nawet wśród części mowy rozróżnia się rodzaje. Są więc babskie samochody, kapelusze, restauracje, ciapy (o na przykład te różowe, które sobie właśnie przywłaszczyłem...:). Dymorfizm płciowy znajduje swój wyraz w kulturze i jest przez nią jeszcze wzmacniany. To dobrze, dzięki temu życie jest ciekawsze a świat bardziej różnorodny i kolorowy. Kino kobiece jest jakby bardziej miętkie i urokliwe, a do jego mistrzów zaliczyłbym takich Woody Allenów czy Almodowarów. Wczoraj też miałem okazję zobaczyć kawał porządnego kobiecego filmu: Diabeł ubiera się u Prady. Główny wątek i oś dramatyczna rozgrywa się wokół poważnego dylematu głównej bohaterki: co na siebie włożyć do pracy i czy w ogóle nie rzucić w pierony tej całej roboty. W związku z tym jest dużo stresu i w ogóle jakiejś babskiej psychozy. Film w sposób ciekawy ukazuje relacje międzyludzkie, ostatecznie wynika z tego niewiele ponad to, że są różne ludzie. Właściwie nie wiadomo czy to komedia, czy dramat ale ogląda się nadzwyczaj dobrze. Tak samo bywa w życiu - fajnie się żyje choć czasem też nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać.

piątek, 26 czerwca 2009

Autostrada dla Lublina!

Rozstrzygają się przetargi na budowę kolejnych kilometrów autostrad. Rzut oka na plany pozwala stwierdzić, że realizowane projekty mają charakter tranzytowy, będą służyć nie tylko mieszkańcom naszego kraju ale także krajów sąsiednich. Cieszą się z tego właściciele stacji i koncernów paliwowych oraz mieszkańcy miast, w pobliżu których będą przebiegać te trasy. Wiadomo: dogodna komunikacja to więcej inwestycji i przyśpieszony rozwój. Już dziś widać to na przykładzie takich miast jak Poznań, Wrocław, czy Kraków. Docelowo planowane są 3 lub 4 nitki autostrady łączące Polskę z Niemcami i jedna, biegnąca przez Rzeszów, łącząca Polskę z naszym drugim największym sąsiadem - Ukrainą. Poza tym wiadomo, że na razie będą budowane 2 autostrady ordynacji północ - południe: pierwsza w Polsce zachodniej łączy Dolny Śląsk ze Szczecinem, a druga - w centralnej, z Górnego Śląska do Gdyni. W Polsce wschodniej - pustynia, na Lubelszczyźnie - całkowita (planowany odcinek z Siedlec do Brześcia będzie omijał Lublin szerokim łukiem, w odległości około 150 km)...
Zastanawiające nie jest to, że Lublin w tym momencie nie ma swojej autostrady (bo nie ma jej prawie żadne duże polskie miasto), lecz to, że również w kreślonych dopiero planach, tych które będą realizowane za 30 lat, nie ma jej także. A to już jest zastanawiające. Zastanawia przede wszystkim to, że ludzie tutaj dają tak się robić i nie upominają się o swoje. Może jest to scheda po rosyjski okupancie, a może coś innego (na przykład gra Warszawy na wyeliminowanie z gospodarczej rozgrywki swojego największego konkurenta wśród miast położonych na wschód od Wisły) - szukanie przyczyny w tym momencie nie ma esencjonalnego znaczenia. Ważny jest efekt - stan rzeczywisty, a on pokazuje, że w dającej się przewidzieć przyszłości Lublin swojej autostrady mieć nie będzie...
A teraz chwila refleksji, 1: Kto kreśli plany dróg w Polsce i czy minister infrastruktury ma na to wpływ? 2: Czy minister infrastruktury jest politykiem? 3: Czy "polityka" to sztuka wywierania wpływu w celu kształtowania nowej rzeczywistości? 4: Czy "Lublin" i jego przedstawiciele wywierają jakikolwiek wpływ polityczny na ministra infrastruktury w celu określenia już nawet jakiejkolwiek spodziewanej daty połączenia Lublina z siecią autostrad?
Odpowiedzi na te pytania są proste i nasuwają się same, a wynik taki, że mamy kartoflisko zamiast fabryk i centrów dystrybucyjnych, a studenci (największy kapitał tego miasta) uciekają stąd byle dalej zaraz po obronie magisterki. Ludzie uwierzcie, że w innych akademickich miastach polski wygląda to na prawdę inaczej...
Niech się te nasze "lubelskie" polityki obudzą! Dość lania wody, że się nie da - w polityce wszystko jest możliwe! niniejszym ogłaszam akcję: AUTOSTRADA DLA LUBLINA! Jej cel: uwzględnienie Lublina w planach rozbudowy sieci autostrad w Polsce. O przebiegu będę informował ale już teraz apeluje o zaangażowanie...

wygramy:)

wtorek, 23 czerwca 2009

gratulacje

Cożem się w tym roku nagratulował, a to jeszcze przecież nie koniec. Jeszcze druga tura została na wrzesień, a w niej ja.
Jednak takie historie jak dzisiejsza szczególnie godne są uwiecznienia. Przecież nie co dzień Ci się zdarza bezpardonowa szarża ze strony magistra i do tego twojego kumpla, lub nawet przyjaciela :) To jedne z tych piruetów, wykręconych na srebrnym blaszanym parkiecie (w odcieniu metalik), których czas łatwo nie zatrze w pamięci. Po latach z resztą może się okazać, że te szaleńcze zawijasy to najwznioślejszy, najbardziej dumny i asertywny podryg okresu, podczas którego uczniowie stali się mistrzami...

sobota, 20 czerwca 2009

pierwszy post

Wczoraj odbyłem z Aleksandrą bardzo wartościową rozmowę. Byłem szczęśliwy, że moim interlokutorem była Taka osoba. Zainspirowała mnie wieloma ciekawymi myślami, część z nich postanowiłem zamieścić na swoim profesjonalnym blogu, który będę prowadził. Poza wiedzą psychologiczną będzie tam można znaleźć użyteczne wskazówki dotyczące różnych sfer życia, sylwetki godnych naśladowania postaci, a także swobodne spostrzeżenia związane z psychologią pracy. Wiem, że ten blog jest pierwszą z wielu rzeczy, które będę robił po to, by zostać najlepszym coachem w Polsce. Taki mam cel. Trzymajcie za mnie kciuki! :)

Tutaj można przeczytać pierwszego posta.

poniedziałek, 15 czerwca 2009

kontekst, kontekst, kontekst

Jest wszechpotężny, dostarcza systemu odniesień, dzięki któremu możemy zrozumieć otaczający nas świat i wszystko to, co się w nim dzieje. Niektóre przekazy wprost nie mówią niczego, aby miały sens wystarczy, że odwołują się do znanych nam sytuacji. Reminiscencja lub samo nawet wyobrażenie, które wywołują jest indywidualne - dla każdego inne, bo każdy niesie ze sobą bagaż unikalnych doświadczeń. Dlatego sam kontekst może oddziaływać o wiele silniej niż bezpośrednio wyłożona treść. W niektórych przypadkach po prostu determinuje on to co widzimy, ale także to jak coś odczuwamy i jak się do czegoś odnosimy. Ot weźmy chociaż taką muzykę techno, kiedy kilka lat temu jedyną znaną mi jej otoczką był huk stuningowanego malucha inne miałem do niej podejście niż teraz. Teraz kojarzy mi się ona przede wszystkim z magicznym relax klubem Czajownia. Leżeniem na poduchach przy stoliku o wysokości kilku centymetrów, sziszą o upragnionym smaku wiśni, płonącym absyntem. Może to kwestia oddechu, spowolnionego jak w głębokim śnie - bo bawisz się dymem, a może sufitu i ścian, pozaginanych farbą, zmiękczonych kolorem i fakturą materiału. Rozmawialiśmy kiedyś, że chyba taki jest świat człowieka przed narodzinami i muzyka ta jest jak bicie serca jego matki.
Wniosek z tego tylko jeden, i do tego banalny: warto gromadzić doświadczenia, dzięki nim można przeżyć jeszcze więcej. I oby zawsze nam dane było przeżywać je w dobrym kontekście.

niedziela, 14 czerwca 2009

alert - rusza eksperyment!

W tym tygodniu rusza mój eksperyment. Dla grup i osób niezorganizowanych będzie możliwość uczestnictwa w nim od środy do piątku. Za utrudnienia i niedogodności związane z tą zmianą planów serdecznie przepraszam. Obecność każdego uczestnika przyczyni się do rozwoju nauki i pomoże mi w zdobyciu upragnionego tytułu magistra (mistrza:) psychologii. Z góry dziękuje!

piątek, 12 czerwca 2009

eksperyment

Mój piękny eksperyment jest już gotowy. Czeka jeszcze tylko na ostateczne zatwierdzenie przez prof. Francuza i od poniedziałku ruszamy. Niby mam hipotezy dogłębnie przemyślane i postawione precyzyjnie, a plan eksperymentu logiczny i prosty. Wszystko już w tym momencie wydaje się jasne. Więc może tylko dlatego, że jest to mój pierwszy poważny eksperyment naukowy, pojawia się podekscytowanie. Codziennie otwieramy jakieś drzwi i przechodzimy przez ulicę. Od lat w ten sam sposób, tysiące razy. Rutyna upraszcza życie ale odbiera jego urok. A przecież po drugiej stronie drzwi zawsze może czekać coś wspaniałego lub całkiem do kitu...
Do wzięcia udziału w eksperymencie zapraszam wszystkich bliższych i dalszych znajomych oraz całkiem nieznajomych. Po prostu wszystkich zainteresowanych uczestnictwem w interesującym i przyjemnym eksperymencie. Cała procedura trwa kilkanaście minut i daje uczestnikom szanse zmierzenia się z kilkoma intrygującymi zadaniami. Eksperyment będzie odbywał się przez cały przyszły tydzień (od poniedziałku do piątku) w laboratorium w podziemiach Collegium Norvidianum KUL. Można przychodzić od rana do wieczora. Zapraszam serdecznie!

środa, 10 czerwca 2009

Szkoła Trenerów Biznesu

Już rusza rekrutacja do II edycji Szkoły Trenerów Biznesu w Lublinie. Od października kolejne osoby będą miały szansę nabywać niebanalne doświadczenie i uczyć się od najlepszych. To doskonała okazja do zdobycia kwalifikacji cennych na rynku pracy ale przede wszystkim rozwoju własnych umiejętności społecznych. Cieszę się, że będę mógł w tym uczestniczyć :)
Więcej można przeczytać TUTAJ.


wspomnień czar :)

Chyba najłatwiej zapomina się właśnie te rzeczy, które zrobiliśmy tylko po to, by mieć co wspominać. Dlatego dobrze mieć znajomych i przyjaciół, którzy zawsze chętnie przypomną. :)

niedziela, 7 czerwca 2009

historia pewnej grafiki

Wczoraj z okazji Nocy Kultury w Lublinie odbyło się spotkanie słowackich Erasmaków. Pomimo deszczu, który padał z nieba było bardzo miło. Ponieważ nie jesteśmy Jackami Gmochami mogliśmy nawet w takich warunkach atmosferycznych rozmawiać używając do tego gębowego aparatu mowy. Wspominaliśmy pobyt na Słowacji, rozmawiali o tym co było jest i będzie. Marysia opowiedziała ciekawe zakończenie historii stworzonej przez nas w ramach polsko-słowackiej grupy s.a.l.a.m.a.n.d.r.a. grafiki Shadows of the city. Ale wszystko od początku:
Dzieło to stworzyliśmy niemal w hipnotycznym transie, prowadzeni przez dr Rusko, który w swej pasji twórczej jawił się nam niczym półbóg, jakaś istota nadprzyrodzona lub przynajmniej ufo. Rozpostarliśmy rulony papieru, posklejali, podeptali, pobazgrali. Pochlastaliśmy to farbą w niedający się powtórzyć unikalny sposób. Prawdziwa impresja, zbiorowe dzieło, które przelało w nasze dusze pewnie więcej jeszcze sztuki niż my, w swej pasji, na ten papier. Wszystko to trwało raptem minut 15.
Wśród Słowaków istnieje stereotyp Polaka jako mającego łeb do interesów, więc z ust Rusko usłyszeliśmy, rzucone z przymrużeniem oka: "sprzedajcie". Brzmiało to jak rozkaz, bezwzględny imperatyw, jak wyznanie wiary lub jak największy kretynizm. Sprzedaliśmy, poszło za 152 zł. Z groszami. Rezultat niezły zważywszy, że choćby takiemu Van Goghowi przez całe życie nie udało się opylić bodaj jednego swojego obrazu. Kiedy powiedzieliśmy o tym doktorowi od razu zaświeciły mu się ślipia i zaczął się wpraszać na wódkę. Wypiliśmy, świętowała cała s.a.l.a.m.a.n.d.r.a. były tańce i powszechna radość. Na Słowacji zostawiliśmy po sobie jak najlepsze, piorunujące wręcz wrażenie - ech wspaniałe czasy...
Marysia opowiedziała o spotkaniu z nabywcą, okazał się nim muzyk ze znanego zespołu Revelersi. Nie zdziwił się nawet, że dzieło oklejone jest gazetą (pakowaliśmy je z Konradem w wieczór poprzedzający wyjazd Marysi i Karoliny, około godziny 3 nad ranem, nie tak lekko znowu wstawieni). Z muzykiem łączy nas teraz coś niezwykłego, taka więź, która nie ma swojej nazwy. On dopełnił tego dzieła.
Dziękujemy.

sobota, 6 czerwca 2009

eurowybory

Nie zdziwi mnie wcale jeśli frekwencja w Eurowyborach będzie niska. Winę za to ponoszą tylko i wyłącznie politycy, a szczególnie dotychczasowi posłowie do Europarlamentu. Dlaczego przez pięć lat ubiegłej kadencji nie zadbali oni o poinformowanie społeczeństwa o swojej aktywności w "Europie" i o tym jak jest ona ważna dla społeczeństwa? Dlaczego produkowane przez nich dokumenty, w tym ten najważniejszy - traktat lizboński, są dla społeczeństwa niedostępne i niezrozumiałe? Dlaczego, jako podatnik mam prawo zadać to pytanie, ich wynagrodzenia są tak wysokie? Dlaczego obecni już w europarlamencie posłowie, profesorowie nauk humanistycznych z uczelni, w której panuje personalizm, w kampanii uciekają się do technik manipulacyjnych (stopa w drzwiach)? Dlaczego, dlaczego, dlaczego...?

poniedziałek, 1 czerwca 2009

powrót do Lublina

O powrocie możemy powiedzieć wtedy, gdy ponownie znajdujemy się w tym samym miejscu: gdy miejsce z którego wyjeżdżaliśmy pozostaje tym samym miejscem, które zastajemy jakiś czas później. A powrót z podróży polega na tym, że choć my możemy się zmienić, niezmienna pozostaje rzeczywistość, do której wracamy. To tak jakby czas pod naszą nieobecność zatrzymał się w miejscu, choć wiadomo, że tak nie jest.

sobota, 30 maja 2009

warsztaty w beskidach

Tomek prowadzi warsztaty z tworzenia witraży. Własnoręcznie wykonać prawdziwy witrażyk to wielka frajda, szczególnie dla dzieciaków. Potem czasami prowadzi jeszcze wycieczkę w góry np. na pobliską Cergową. Ostatnio miał taką grupkę prawie 40 dzieciaków z klas 1-3. Z tych wypraw zawsze wracają nieźle umorusani ale bardzo radośni. Tym razem jednak wszystkim najbardziej podobał się transport. Tomek w swojej osobówce wiózł jedenastu pasażerów:

- Jak?

- Na przednim fotelu trójka, a z tyłu to się takich dzieciaków spokojnie mieści piątka i druga piatka u nich na kolanach. No do tego jeszcze - jak to w góry - każdy z plecakiem i dwie tęgie wychowawczynie:) Jak jechaliśmy z powrotem (wtedy na przednim siedziała czwórka, bo wzieliśmy jeszcze Hankę), puściłem na fula naszego bluesa i była niesamowita impreza.

środa, 27 maja 2009

magisterska robota

Pracuje nad swoją pracą. Wygląda to tak: siedzę ze słownikiem i tłumacze angielskie teksty źródłowe. Siedzę długimi godzinami, czytam nie tak znowu wiele, a piszę właściwie mało co. Jednak brnie to wszystko jakoś do przodu (to the fore).

piątek, 22 maja 2009

dziś wyjeżdżam

poznałem paru fajnych ludzi
z którymi musiałem się pożegnać

górskie szlaki

nauczyłem się puszczać dymne kółka

pić czerwone wino

pistacje i pestki

czwartek, 21 maja 2009

z dyskusji o sztuce

Z dyskusji czym jest sztuka może czasem coś ciekawego wyniknąć. Mi wynikło, że sztuka to jest, proszę państwa, wyjątkowy stan w umyśle artysty, który pojawia się w reakcji na Coś. "Cosiem" może być np. kawałek betonu, plama farby na płótnie lub pukanie się w czoło - sztuką staje się To w głowie, wtedy gdy percepcji towarzyszą uczucia wyższe (np. zachwyt, katharsis, flow...).
A artystą jest ktoś, kto potrafi po prostu sztukę dostrzec i przeżyć.

video

Grażka

Właśnie wyjechała Grażka
osoba niezwykła
wynalazca i konstruktor Just-X'a

do zobaczenia!

środa, 20 maja 2009

Niżne Tatry




gdy lazur nieba jest tak czysty
sam wzrok już nie ma sensu
a myśl - granic










na dnie Janskiej Doliny:
utulok, schronienie dla wędrowców










kamzik po słowacku
po polsku: kozica










grań w masywie Dumbieru
kamienne schody wydarte w przestworza








Dumbier (2046 m.n.p.m.)
w tych górach wyżej już się nie da









Chopok (2024 m.n.p.m.)
gdy słońce zaczyna świecić do góry
pasztet na kamieniu staje się ambrozją





Niżne Tatry (Nizke Tatry) to góry w których możemy podziwiać elementy typowo wysokogórskiego krajobrazu: gołoborza, turnie, żleby i stożki piargowe. Na wysokości przekraczającej 2000 metrów inaczej też pachnie powietrze. Po raz pierwszy widziałem tam świstające po halach świstaki oraz, o Boże, polującego sokoła. Gdy spadał bezgłośnie ku ziemi jak kula, jak pióro...

sobota, 16 maja 2009

wolne przewodnictwo

Maciej Zimowski jest jednym z organizatorów akcji "wolne przewodnictwo". Lubie takie akcje i w pełni ją popieram. W zawodzie przewodnika, o sukcesie powinny decydować znajomość swojego fachu i profesjonalizm, a nie posiadane koncesje. Tylko w realiach wolnego rynku i pełnej konkurencyjności rośnie jakość świadczonych usług, a wraz z nim zadowolenie klientów. Profesjonalista nie może pozwolić sobie na popełnianie błędów, bo się po prostu w branży długo nie utrzyma.

wolne przewodnictwo

środa, 13 maja 2009

poniedziałek, 11 maja 2009

ostatni

Jest pogodny dzień, lekko pod chmurką ale ciepło i przyjemnie. Właśnie przed chwilą zdałem swój ostatni egzamin na studiach (nie licząc obrony magisterki). I w momencie gdy o tym - w ten sposób - pomyślałem pojawiło się obce ale łatwo rozpoznawalne uczucie. Uścisk wewnętrzny: więc jak to? to wszystko, już koniec? 5 lat studiów, tytuł za pasem, a jakby powiedziała moja babcia "jakoś czuć malizną...".
Ta malizna to jednak dobry objaw - pytania na które dotychczas nie znalazłem odpowiedzi muszą po prostu poczekać. Już wiem, że na pewno się nie zatrzymam, nie w tym miejscu.

niedziela, 10 maja 2009

Rock on The Small Fatra

Acha, zapomniałbym. Znów dała o sobie znać grupa artystyczna s.a.l.a.m.a.n.d.r.a. tym razem we wspaniałym spektaklu performance "Rock on The Small Fatra". Na wysokości blisko 2000 metrów daliśmy pozorowany mega-koncert dla okolicznych gór i ptaków. I, zupełnie niechcący, zebraliśmy tyciusieńkie brawka od rzesz Słowaków, pedzących tutaj koczowniczy tryb turystyki.

Mała Fatra zdobyta

Sutovsky Vodopad


Chleb (1646 m.n.p.m.)


Velky Kryvan (1709 m.n.p.m.)

niedźwiedzi czosnek

video

piątek, 8 maja 2009

to to je "Maj"

Maj - typowy obyczaj odprawiany z początkiem maja w każdej słowackiej miejscowości (co ciekawe Słowacy są przekonani, że ten obyczaj kultywowany jest na całym świecie) polega na wbijaniu w ziemię pala, na którego czubku zamieszczona jest choinka ozdobiona bibułą. Tej uroczystości towarzyszą ludowe tańce i wesoła muzyka. Taki słup z choinką na czubku nazywa się też po prostu "maj" - po tym jak zostanie ustawiony w centrum miejscowości, jego mniejsze repliki "mają" wiele przydomowych ogrodów i parceli. Dlatego, że nocą kawalerzy mają prawo wbić maj przed domem swojej frajerki.







środa, 6 maja 2009

Sidorovo

Sidorovo (1099 m.n.p.m.) to wdzięczna góra nieopodal Rużomberoku, jest urokliwa i łatwa do zdobycia - taka w sam raz na niedzielny spacer. Prowadzi przez nią jeden (czerwony) szlak, który rozpoczyna się w centrum miasta, a kończy pod hotelem Malino (baza narciarska u podnóża Malinego Brda). Wejście na Sidorovo od strony miasta wydaje się rozwiązaniem ciekawszym z kilku powodów: początek szlaku pokrywa się z trasą kalwarii, prowadzącej na okoliczne wzgórza, skąd rozciąga się ciekawa panorama Rużomberoku. Stacje drogi krzyżowej utrzymane są w ciekawym stylu socrealizmu słowackiego. Podejście od strony miasta jest zdecydowanie bardziej rozciągnięte, przez co mniej strome i przyjemniejsze. Po drodze warto zboczyć na kilkanaście minut z głównego szlaku aby wdrapać się jeszcze na Vel'ka Skala (912 m.n.p.m.), z której już rozciągają się bardzo interesujące widoki: w oddali, w kierunku północnym, rozciąga się pasmo Małej Fatry, a bliżej i nieco bardziej na wschód widać masyw Vel'kiej Choci. A pod spodem, zda się że na wyciągnięcie ręki, przebiega trasa kolejki gondolowej. Vel'ka Skala to mniej więcej połowa drogi na Sidorovo - tam dopiero czeka niezwykła panorama: na południowy zachód - Wielka Fatra, południowy wschód - Niżne Tatry, i na wschód - Tatry Zachodnie i Tatry Wysokie. Przy w miare dobrej pogodzie można nawet dojrzeć charakterystyczny, trójkątny masyw Krivania - narodowej góry Słowaków. Pod Sidorovo, i widać go dokładnie jak na dłoni, po prostu z perspektywy lotu ptaka - Vilkoliniec. Zejście z drugiej strony góry prowadzi na przełęcz Vlkolinskie Luki, gdzie krzyżuje się kilka szlaków. Będąc już w tym miejscu nie można jednak ominąć leżącego o 20 minut drogi Vilkolinca. Stanowi to oczywiście przedłużenie wycieczki ale jest też najciekawszą opcją powrotu do Rużomberku. Od wiosny do jesieni w Vilkolińcu otwarta jest karczma, w której można napić się miedzy innymi śliwowicy z plastikowego kieliszka, a jeśli bedziemy mieli szczęście to trafimy tam też na ludową kapelę, grającą skoczne góralskie piosenki.

Sidorovo - panorama Niżnych Tatr