niedziela, 8 listopada 2009

program dla Polityka

Przeczytałem w gazecie (nie mylić z "Gazetą"), że polskie partie polityczne nie posiadają żadnego programu: nie mają wyrazistych celów, czegoś ku czemu chciałyby dążyć, zmienić, osiągnąć dla społeczeństwa. Jedynym ich celem jest wywindowanie (lub utrzymanie) sondażowych słupków poparcia wśród osób, które jeszcze chodzą głosować. PO, najpotężniejsza polska partia wszechczasów (nie licząc może ruchu egzekucyjnego w XVI stuleciu) swoją pozycje zawdzięcza właśnie temu, w czym się wyspecjalizowała: dokładnie każde wydarzenie rozważane jest przede wszystkim pod kątem tego, w jaki sposób może zostać ono przedstawione opinii publicznej by odnieść z tego korzyść, a broń Boże nie stracić. Jest to polityka wyłacznie reaktywna: polegająca na odpowiadaniu na to co przyniesie los, nie ma tu miejsca na aktywność, przeprowadzanie reform i robienie kroku do przodu. Bystrym uczniem PO jest PiS. Najwieksza partia opozycyjna szybko odrabia zaległości z tej lekcji i nie mówi już o żadnych reformach, żadnych zmianach. Robiąc coś można się przecież komuś narazić, z resztą nie ma na to czasu i sił bo przecież cała energia poświęcona jest analizie sondaży.
O władztwie sondaży pisał już o wiele wcześniej Giovani Sartori (Homo Videns). Lektura jego tekstu w dzisiejszych czasach jest wyjątkowo godna polecenia. Pozwala otworzyć oczy na to co z takiego stanu rzeczy wynika dla nas, naszego otoczenia i dla naszej, ukształtowanej medialnymi obrazami świadomości.
Wyrównaj z obu stron
Dla specjalistów, którzy udają, że tworzą mądre i użyteczne programy (owszem, ostatecznie są one bardzo przydatne podczas kampanii wyborczej - bo można pokazywać przed kamerami stosy makulatury i powtarzać, że ma się program, a przeciwnicy go nie mają) mam 2 propozycje:
- zadbajcie raz w tym kraju o infrastrukture: sieć szybkich dróg i szybkiej kolei, by wreszcie skomunikować wewnętrznie ten Kraj, pozwolić na szybki przepływ ludzi, usłóg i towarów, by umożliwić rozwój biznesu;
- zróbcie porządek w administracji publicznej, przecież wszystkie formalności powinno dać się załatwić szybko i sprawnie, a nie tak jak na przykład w lubelskim KRSie, gdzie kiedy jeden urzednik bierze zwolnienie trzeba pisać specjalną prośbę o przekierowanie prowadzonej przez niego sprawy do kogoś innego. Podanie takie rozpatrywane jest 2 tygodnie przez samego kierownika...

Polacy na prawde nie są głupsi ani mniej zaradni od innych zachodnich narodów, chociaż miliony pompowane przez Unię w "rozwój kompetencji" mają świadczyć o czymś zupełnie odwrotnym. Na garnuszku podatnika rośnie cała branża uzależniona od subwencjii, dotacji, środków unijnych - jej istnienie uzależnione jest od decyzji politycznych, staje się więc źródłem władzy. Dla porównania autostrada raz wybudowana może spokojnie służyć kolejnym pokoleniom, staje się realnym i niezależnym dobrem: ludzie którzy po niej jeżdżą mogą kręcić swoje lody i grać na nosie Brukseli.
Panowie politycy, to czego w Polsce brakuje to autostrady, kolej, internet na wsi, a urzędów i urzędników mamy powyżej uszu.

poniedziałek, 26 października 2009

oranie truskawek

Za domem, pomiędzy ogrodzeniem a składzikiem, moja mama hoduje truskawki. Wszystkiego jest tego może 3 rzędy. Wyjątkowo mało owoców było na nich w tym roku, więc jak nakazuje staropolski obyczaj, pasowało jej to poletko od nowa przeorać. Zamówiła najlepszych fachowców: prawdziwego kunia z prawdziwym chłopem. Kuń był przewielki - pół godziny trwało nim udało się nim wmanewrować pomiędzy słupami bramy, ścianą domu a śliwą i czereśnią. Koń świstał chłopu ogonem po twarzy a chłop koniowi batem po dupie. Zdawało się , że okutym dyszlem wozu wywalą dziure w kancie ściany.
wreszcie chłop postawił tego konia olbrzyma w truskawkach, jakoś przypioł mu jeszcze pług ale za niego już nie wlazł bo się pomiędzy uchwytem a siatką ogrodzenia poprostu nie zmiescił.
- Prrrrrffffff! - zarżał kuń poskrobawszy czubkiem łba o ostry tynk składzika.
- Noszkurw...! - odpowiedział chłop.
- O której panowie skończą? - zapytała mama.

niedziela, 25 października 2009

Jerzy Kukuczka

Jerzy Kukuczka przed południową ścianą Lhotse (8516 m. n.p.m.) podczas swojej ostatniej wyprawy, 1989/Agencja FORUM

Minęło już dwadzieścia lat: 24 października 1989, podczas wspinaczki południową stroną ośmiotysięcznika Lhotse w Himalajach (wraz z Arturem Hajzerem) Jerzy Kukuczka odpadł od ściany i spadł w przepaść, ponosząc śmierć na miejscu (fotografia pochodzi z archiwum rodzinnego Jerzego Kukuczki, pozostałe zdjęcia zobaczyć można na stronie http://fakty.interia.pl/galerie/polska/jerzy-kukuczka/zdjecie/duze,1131924,1,269)

wtorek, 20 października 2009

"jesteś przefrancuzowiony"

Zapytałem: "a Ty po co pochodzisz ze Świdnika?"
bo im trudniej udzielić odpowiedzi tym bardziej sensowne jest pytanie.

sobota, 17 października 2009

świadomość

Wierzę, że istnieje ogólny nurt ponadczasowej, kosmicznej świadomości. Zawiera on w sobie całą możliwą wiedzę w formie abstrakcyjnej. Czasami dane nam jest podłączenie się do tego strumienia, także po to by uzyskać odpowiedzi. Szczęśliwcy, przez których przelewają się małe fragmenty tego oceanu tworzą takie rzeczy jak Czechowicz, Picasso, czy Mozart. Przecież Beethoven kiedy tworzył swoje największe dzieła był całkiem głuchy.

ILU.

czwartek, 15 października 2009

kataklizm globalnego ocieplenia

Spoglądając przez okno nie mogę się oprzeć wrażeniu, że globalne ocieplenie klimatu to ściema wymyślona przez niemieckich i holenderskich producentów żarówek. Jest zimno i śnieży, co na wsi lub gdzieś w górach tworzy być może niepowtarzalną, klimatyczną aurę, ale w mieście to tylko przemoczone buty, plucha i chlapa spod kół pędzących aut. Z takiego stanu rzeczy cieszą się chyba tylko erasmusi, którzy przyjeżdżają do Polski z południowych krajów: robią sobie zdjęcia i wstawiają na facebooka by pokazać znajomym na jakim końcu świata się znaleźli.
A ja chciałbym, żeby było cieplej, żeby nie trzeba było chodzić w kalesonach. Nie bez powodu okresy ocieplenia klimatu (które są procesem zupełnie naturalnym i występują średnio co 1 tys. lat) nazywane są optimami klimatycznymi - wtedy wszystkie organizmy mają się dobrze, dynamicznie rozwija się życie fauny i flory. A już czymś zupełnie dziwnym jest poddawanie restrykcjom klimatycznym krajów tak zimnych jak Polska, przecież to zupełnie wbrew naszemu interesowi. Ktoś zapomina, że i tak musimy wydawać mnóstwo kasy na czapki, kurtki, pierzyny, syropki na gardło, niezdrową wódę i gaz od Ruskich, nie mówiąc już o wczasach w ciepłych krajach. A moglibyśmy przecież hodować w swych sadach oliwki i raczyć się szlachetnym winem zbieranym z rodzimych plantacji. Ech marznącego marzenia...

środa, 14 października 2009

ostatni mistrzowie z katedry eksperymentalnej!

W pierwszym rzędzie stoją od lewej: Stanisław L. i Anna Ż.
satysfakcja w pełni uzasadniona

tarantella

Ja tu nad organami śpię. A nie licząc podłogi, można powiedzieć, że bezpośrednio. Dosyć to w sumie niezwykłe, by nie powiedzieć dziwne. Z jednej strony jutrznie kobiecych głosów, jakże inne od zrywu klasycznego budzika. Z drugiej jest w tym jakaś żelazna systematyczność. Ezoteryczna logika miejsca i egzystencji. Można szukać odniesień i tak trudno powiedzieć o co tak na prawdę w tym wszystkim chodzi. Łukasz, którego książki leżą jeszcze na już moich półkach, wylądował w Armenii. Wcześniej jego myśli stąd, ni zowąd zaczęło wyrywać ku niebu - i istnienie dościgło ideę.
Zdumiewająca jest ta ludzka tendencja do komplikowania swojej rzeczywistości. Pewnie czasami chcemy żeby było ciekawiej. Może dlatego, że z kilku różnych punktów widzenia łatwiej dostrzec całokształt. A właściwie jego fragment.


a tutaj panaceum jeśli kogoś ukąsiła pogoda:

niedziela, 11 października 2009

You are not welcome here

To film SF, który nie tyle pokazuje zagrożenia i wyzwania przyszłości, co ocenia współczesną nam rzeczywistość.
Przyznaje staszkowy znak jakości.

sobota, 10 października 2009

odyseja przez "Ulissesa"

Teraz otwórz oczy. Otworzę. Za chwilę. Czy wszystko znikło w ciągu tego czasu? Jeżeli otworzę i zostanę na zawsze w czarnej nieprzejrzystości. Basta! Zobaczę, czy zobaczę.
Zobacz teraz. Tam przez cały czas bez ciebie: i na wieki wieków, świat bez kresu.

piątek, 25 września 2009

Mega Rzecz

Rzecz nie do przegapienia: „Taksim” - najnowsza powieść Stasiuka w interpretacji Krzysztofa Majchrzaka, codziennie w Programie Trzecim Polskiego Radia od godziny 20.45 do 21.

Beskid, czad, alkoholowy odlot, chropowate arcydzieło. Po prostu trzeba posłuchać, choćby kilku, choćby nawet jednego tylko odcinka i nie ważne, jeśli nie słyszałeś wcześniejszych: piętnaście minut tego słuchowiska wystarczy by przenieść Cię w inny, toczący się równolegle, lecz równie realny, wszechświat przeżyć i spostrzeżeń. Ten alternatywny świat jest nam przecież już skądś znany, a w formie takiej jak ta zawsze warto sobie o nim przypomnieć.

czwartek, 24 września 2009

polski super hero

Podoba mi się postawa Marcina Gortata. Rozkręca wokół kosza pozytywną atmosferę: uczestniczy w pokazach, pracuje z młodzieżą no i przede wszystkim jest mocno zaangażowany w grę w reprezentacji. Zupełnie inaczej niż wcześniejsi polscy zawodnicy, którzy za oceanem odnosili swoje sukcesy. Np. Czerkawski, który choć swego czasu świecił formą, z obawy przed doznaniem kontuzji, w tym okresie nie rozegrał bodaj jednego meczu w barwach polskiej drużyny narodowej. Różna bywa motywacja, wydaje się jednak, że ta czysto finansowa nie ma z postawą prawdziwie sportową zbyt wiele wspólnego. Sport to styl życia, który powinien przynosić o wiele więcej swoim wyznawcom niż tylko hajs. Mistrzowie w swoich dziedzinach powinni czynnie przyczyniać się do ich popularyzacji wśród młodzieży tak aby mozliwe było odnajdywanie nowych talentów, a poprzez to podnoszenie siły rodzimej ligi i reprezentacji...

Dlatego cieszy, że wreszcie trafił nam się taki Gortat.


poniedziałek, 14 września 2009

[ptacy]


ptacy
możem się ulotnić
w renesanse miejsc
wody i wojny
rozciągłością przestrzeni
wysokością czasu
i nas samych

do bytu wzbudzeni
z każdego liścia
każdej grudki
w to miejsce gdzie chcemy
lub ciepłego wiatru
zakołyszą nas fale
w ściany
w drzewa
w szkło
granity

(jesienią)
ziemia może stopnieć jak beton
a wiatr urosnąć dębem
zapłonąć burzą liści

środa, 9 września 2009

Janosik - piękna historia

Najnowszy film o Janosiku to produkcja na światowym poziomie. Ta zbójecka historia jest u nas powszechnie znana i lubiana, chociaż finał ma przecież tragiczny. Teraz dzięki temu filmowi Jurij Janosik ma szanse również zyskać popularność wśród szerszej publiczności. Reżyserki filmu stworzyły naturalistyczny obraz tamtych wydarzeń - w zasadzie zgodnie z konwencją epoki baroku, na którą przypadają wydarzenia. Jest więc to film brutalny, pokazuje też potęgę natury, w rytm której rozwija się akcja. Sprzyjają temu przepiękne ujęcia plenerów (gdzieś już w tym blogu pisałem, że karpacki krajobraz daleko prześciga ten nowozelandzki, przedstawiany we Władcy Pierścieni) oraz doskonała muzyka. Dodatkowo sposób prowadzenia kamery z perspektywy świadka wydarzeń, choć początkowo męczący, pozwala wczuć się w klimat wydarzeń i pełniej w nich uczestniczyć. Szkoda tylko, że film wyświetlany jest w polskiej wersji językowej - zdecydowanie bardziej wolałbym go zobaczyć w symplicystycznej słowencinie. Film jest murowanym zwycięzcom festiwalu w Gdyni, czyli będzie polskim kandydatem do Oskara w kategorii filmów nieanglojęzycznych. Czy ma szanse? Tak - o ile Akademia w tej historii powstańca i ukrywającego się w górach rozbójnika, zobaczy uniwersalną przypowieść o ludziach poszukujących wolności, przypowieść która być może ma swoje współczesne odzwierciedlenie w Afganistanie.

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

piątek, 14 sierpnia 2009

jarmark

Poszedłem dzisiaj zobaczyć co się dzieje na osławionym jarmarku jagielońskim. Moją uwagę przykuło pięknie urządzone stoisko, a na nim: z siana* konie, owce i barany, z siania anioły, dzbany i wóz cały. Taka dosyć oryginalna rzecz, nie ma zbyt wielu osób na świecie, które potrafią zrobić coś takiego. Każdy twór idealnie oddaje proporcje swojego żywego odpowiednika (nawet aniołki są w sam raz takie, że swobodnie mogłyby usiąść na ramieniu). Tym Leonardem w sianie jest Andrzej z beskidu dukielskiego. Z 15 lat temu ukończył filozofię na KUL. Dzisiaj stada skręconych z jego siana koni, kuz i baranów zdobią ogrody wzdłuż Loary, a bożonarodzeniowe szopki - centra europejskich stolic. Ciekawie musi wyglądać jego busik, którym wozi ze sobą tą całą oranżerię. To prawda, że działanie z pasją zawsze przynosi dobre efekty i nawet z takiego siana można zrobić Coś - wiedzą to i widzą wszyscy odbiorcy i klienci, nie wiadomo tylko czy wie to też trawa...

*siano - specjalnie skoszona i wysuszona trawa, jest wykorzystywana jako pasza dla zwierząt lub, ze względu na doskonałe właściwości izolacyjne, jako materiał budulcowy. Można też zrobić z niego coś piękniejszego - tylko trzeba chcieć i umieć.

środa, 12 sierpnia 2009

me & my mgr

Jesteśmy jak Achilles ścigający się z żółwiem w opowieści Zenona z Elei. Ja jestem co najmniej dwa razy mądrzejszy niż moja magisterka, dlatego dałem sobie dużo czasu na jej wykończenie. Kiedy zbliżam się w pisaniu do ustanowionego przez siebie deadline'u, cel w postaci ukończenia tej pracy jest już jednak dalej. Im więcej rozdziałów pisze, tym więcej podrozdziałów jest jeszcze do uzupełnienia. Niby mam już ją na widelcu, a jednak zawszeć coś jeszcze trzeba dopisać, wstawić dodatkową tabelkę czy wykresik.
W paradoksie Achillesa i żółwia najważniejszy jest wniosek, który mówi, że Achilles nigdy nie dogoni żółwia, mimo że biegnie od niego dwa razy szybciej. Zawsze będzie dzieliła ich zmniejszająca się odległość. A ja na przykładzie pisania swojej magisterki przekonam się czy moim życiem rządzi paradoks...

czwartek, 6 sierpnia 2009

kreatywność

Dostaliśmy zlecenie od pewnej dużej korporacji. Zlecenie na przeprowadzenie szkolenia – warsztatu kreatywności. Myślę, że to najwspanialszy temat jaki może sobie wymarzyć każdy trener. Szkolenie, którego cel dopuszcza każdą formę, więc rządzi dowolność i zaskoczenie. Istnieje nieskończenie wiele dróg, które prowadzą do nowego. Nowe jest przecież zawsze tym, czego nie da się zaplanować, przewidzieć. Ta wolność przyprawiła mnie o gęsią skórę, mój pokój zamienił się w bieżnie, a papier szybko zapełnił pomysłami. Jeszcze gdy zasypiałem coś mi się majaczyło w tym temacie...
Na drugi dzień przyszła dodatkowa wiadomość z centrali korporacji. Zawierała gotową prezentacje i projekty wszystkich ćwiczeń - jeśli chodzi o kreatywność to by było chyba na tyle.
Oni na prawdę potrzebują pomocy.