Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ludzie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ludzie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 lutego 2015

Fenomen pamięci

W trakcie wieczornego popijania herbatki, ni z tego ni z owego usłyszałem:
"Czy wiesz kochanie, że dokładnie cztery lata temu kupiliśmy sobie to łóżko?"
Nie mogłem uwierzyć. Meandry pamięci czasami potrafią nas zupełnie zaskoczyć, odgrzebałem więc gdzieś stary rachunek i rzeczywiście: 23 lutego 2011. SZOK!

czwartek, 7 lutego 2013

rodzinka.pl - wstęp do antypedagogiki

Niechaj sobie Państwo wyobrażą "uroczą rodzinkę", w której niemal jedynym sposobem zaspokajania potrzeb jej członków jest wszechobecna manipulacja. Nie ma mowy o żadnych wartościach - nie istnieją więc żadne autorytety. Zinfantylizowani i pozbawieni jakichkolwiek celów wychowawczych rodzice notorycznie oszukują swoje dzieci, bo jest to jedyny dostępny im sposób wywierania wpływu na swoje potomstwo. Maksimum wysiłku, na który mogą się zdobyć to sztuczne powtarzanie "wychowawczych" frazesów, przyjętych przez nich samych bezrefleksyjnie, gdyż jest to najprostsza metoda na zrzucenie z siebie ciężaru myślenia i odpowiedzialności. 
Fajne? Może i tak ale to jeszcze nie wszystko.
Dzieciaki są nielepsze. Co tu dużo mówić: po prostu materialiści i złodzieje, gotowi bez mrugnięcia oszwabić jeden drugiego aby wyciągnąć jego kasę. Rodzice płacą synalkom za pomoc, która w normalnych warunkach należy do obowiązków domowych bo jest wyrazem odpowiedzialności za wspólne dobro. Tutaj nie ma wspólnoty, mało: nie ma nawet uczciwej wymiany. Zidiociali rodzice płacą, a cwane dzieciaki i tak znajdą sposób aby się wykręcić od pomagania.

Jeżeli Państwo rzeczywiście sobie wyobrazili taką rodzinkę to przed oczami mogła stanąć siermiężna rodzinna patologia. Szaro-bure życie niczym fragment "Ludzi bezdomnych" czy nowela ze "Szkiców węglem". I tutaj dochodzimy do zaskakującego sedna: to jest patologia wielce dzisiaj pożądana. Więc aby ją maksymalnie rozprzestrzenić musi być atrakcyjna. Musi się łatwo sprzedać. Umieśćmy więc tą rodzinkę w pięknym domu i pokazujmy zawsze w barwach pełnego lata, gdy mocno świeci słońce. Niech nieporadność tatusia będzie nawet sympatyczna, co więcej niech będzie bogaty, niech będzie człowiekiem sukcesu jakim każdy chciałby być. Mama niech na pysk bije super panią domu w kreacjach i w gładkości lica. Egocentryczne synaliki niechaj mają twarze pacholęcia niezdolnego do skrzywdzenia muchy.

Oczywiście niemniej ważna tutaj będzie forma przekazu, zatem pokażmy to wszystko w formie teledysku. Po pierwsze teledyskiem trudniej się znudzić. Po wtóre dzięki temu nie musimy troszczyć się o ciągłość i logiczność fabuły, możemy za to pokazać więcej scenek - dostarczyć więcej negatywnych wzorców zachowania i poprzez ich wielość sprawić wrażenie, że są one normą. Po trzecie w przyszłości będzie łatwiej w to wszystko upychać skuteczne reklamy, które będą trafiać do nastawionych na konsumpcyjne myślenie widzów. Co więcej nadajmy całości konwencję śmiesznostki, przecież - broń Boże - nie chcielibyśmy nikogo tą patologią przestraszyć ani bodaj zmusić do chwili zastanowienia.
Stwórzmy Rodzinkę.pl   

Etap I - Aktor wspiera partię
 
Etap II - Polski Koncern Naftowy mecenasem aktora

Etap III - Telewizja publiczna promuje aktora jako wzor dla wszystkich rodziców




niedziela, 20 stycznia 2013

spotkanie z człowiekiem

Zapytany, ponarzekałem. Potem zacząłem myśleć. Być może jednak przesunąłem dzisiaj jakiś kamyczek - kawałek świata w dobrym kierunku.
Przede wszystkim ludzie czują się źle gdy mają przekonanie, że nie robią tego co powinni. Czasami wystarczy dać im szanse przejrzeć się w lustrze, wypowiedzieć siebie a samemu słuchać. Człowiek mający możliwość dokonania autonomicznego wyboru potrafi jednak zaskoczyć wewnętrzną, wrodzoną i silną tendencją do podnoszenia sobie poprzeczki, dążeniem do przekraczania siebie. Tak to już chyba jest, że gdy otworzymy się na różne możliwości to trudno się zawieść. I to są te piękniejsze momenty w pracy belfra.
Może nawet tak piękne jak wspólna rodzinna modlitwa.
Dziękuję :)

sobota, 5 maja 2012

pan od fizyki

Muzeum Techniki w Warszawie na poważnie trąci myszką. I nawet nie chodzi o zupełnie archaiczny sposób zorganizowania tej placówki (brak terminalu płatniczego w kasie biletowej takiego miejsca mówi sam za siebie), czy o przypadkowy dobór eksponatów (poteżna sala zastawiona setką maszyn do szycia przysłanych w ramach powojennej pomocy z USA). Poraża brak koncepcji na atrakcyjne zagospodarowanie i wykorzystanie tej placówki, która z powodzeniem mogłaby konkurować o zwiedzających z niezwykle zatłoczonym Centrum Nauki Kopernik. Pomysłów nie powinno brakować - wszak mówimy o muzeum ludzkiej myśli, kreatywności i postępu. Najprostszym lecz atrakcyjnym pomysłem byłoby przygotowanie w tym miejscu ekspozycji pozwalającej na chronologiczne zapoznanie się z rozwojem myśli technicznej na przestrzeni dziejów ludzkości: od patentu koła po energię atomową, stacje kosmiczne i zderzacz hadronów. Tam gdzie wstawienie oryginalnych eksponatów jest niemożliwe można bazować na makietach lub nowoczesnych ekspozycjach multimedialnych. Gdyby był pomysł i chęć, pieniądze też na pewno by się znalazły. Jeśli nie ma ich w budżecie, można poszukać u sponsorów. Tylko widocznie komuś nie bardzo się chce.





Przed wejściem do Muzeum Techniki w PKN straszy "Warszawska Syrenka" zrobiona z lodówki i starych odkurzaczy.










Puszka po piwie Żywiec i deskorolka jako szczególnie frapujące technologiczne osiągnięcia ostatnich dziesięcioleci 

Honoru Muzeum Techniki bronią pojedyncze osoby. Jak pan od fizyki zaszyty w swojej pracowni na drugim piętrze. Prawdziwy pasjonat swojej dziedziny. Zademonstrował nam zjawisko rezonansu, pokazał nuty zawarte we wzorach fizycznych, zastosowanie "pamiętającego" drucika, a jakimś uczniakom pomógł rozwiązać zadane w budzie zadania. Równy gość.      

poniedziałek, 27 lutego 2012

Studniówka

Przy okazji naszej studniówki mieliśmy nadzieję pojeździć trochę na nartach. Jednak zima zaskoczyła nas swoją rejteradą. Ale nie ma tego złego... i w tym czasie udało się spotkać z:
Basią, Gregorym, Ewą, Łukaszem, Krzysztofem, Bronią, Wieśkiem, Marcinem, Kariną, Anią, Natalią, Tomkiem, Jankiem, Józkiem, Beatą i Bartkiem. Też miło :)

piątek, 16 grudnia 2011

Z cyklu Ciekawostki Warszawy - Komitet Naprawczy

W Warszawie na murku pod blokiem przy ulicy Marzanny ma swoją stałą lokalizację pewien komitet naprawczy. W obradach członków komitetu można uczestniczyć codziennie od wczesnego ranka do wieczora, a czasem - gdy temat dobrze rozpali gardła – to i do późnych godzin nocnych. Jego skład jest w pewnym sensie jednorodny, bo jest tam miejsce zarówno dla lokalnego dziadka mroza, gargantuicznego spocenioka, rubasznego oldboya, dresik z odzysku… Jednak na pewno panowie nie stanowią zamkniętego kółeczka wzajemnej adoracji, wręcz przeciwnie – niemal codziennie można spotkać jakieś nowe twarze. I ci nowi mogą liczyć na szczególne zainteresowanie, przecież w jakiś sposób trzeba update'ować najnowsze wieści ze świata. Dzisiaj na przykład, z gościnnym wykładem na temat służby zdrowia, w zebraniu uczestniczył Pan W Czarnym Płaszczu. Śpiesząc do pracy niestety nie skorzystałem zbyt wiele, ale coś niecoś udało mi się z jego wywodu podchwycić: „…i ja dostaje od niej zaproszenie na badania nie w przychodni tylko do kliniki szpitalnej. I dlaczego? Aaa bo za te badania ona ma więcej! Droższy kontrakt ma tam podpisany…”

czwartek, 5 maja 2011

Opowieści z Narwi

Podlasie - kraina niezwykła. Znów przywołała nas do swego zielonego łona, ukoiła żubrem, napełniła pieczoną kiełbasą i rześkością. A wszytko to zaledwie 2 godziny jazdy pociągiem od zatłoczonej Warszawy. Niby niedaleko, jednak cały sęk w tym żeby wiedzieć w którą strone pojechać i na której stacji wysiąść.


Dla zainteresowanych przedstawiam krótki fotreportaż z naszej ostatniej wycieczki:
Pierwsza stacja: starożytna osada Uhowo.
Tutaj nie upiecze się żadnemu gościowi bez gardłowych śpiewów i rytualnego tańca wokół ogniska.

No ewentualnie może być też Disco-Rusko. W każdym razie przed wyprawą na łowy i odwiedzaniem uroczysk na wszelki wypadek warto porządnie oczyścić sobie umysł (pomocne w tym są wszelkie trunki zwalczające szare komkórki).


Podlaskie miejscowości często są odwiedzne przez dzikie zwierzęta, które wyłażą z pobliskich puszczy i bagnisk w poszukiwaniu pokarmu. Jadąc w tamte strony po cichu liczyliśmy, że uda nam się spotkać żubra, bóbra albo łosia. I tak oto spacerujemy po Supraślu, patrzymy a tu: OrŁoś.





W centrum Krynek - przygranicznej mieściny, słynacej ze Straży Granicznej, odpowiedzialnej za bezwzględną walkę z turystami, stoi stara Synagoga (obecnie pełni funkcję Centrum Kultury). Na jej drzwiach można przeczytać, dodatkowe informacje:






























Pojechaliśmy dalej. Naszym celem była wieś Kruszyniany, gdzie prawdziwy Tatar (całkiem sympatyczny), w prawdziwym meczecie zachęcał nas do hidżry, dżihadu i poligami - ogólnie ciekawa sprawa, warto spróbować.

Później Wierszalin i spotkanie z niezwykłym teatrem, w którym nic nie jest do końca jasne, a Adela cięgle nie wie, czy to wszystko jest raczej do śmiania czy rozumienia... Nie wiem i ja skąd się tam wzieła ta trupa aktorów, czy i jakie szkoły pokończyli, a ze względu na ich świetne aktorstwo są to pytania bardzo intrygujące.
Konrad załatwił zwiedzanie Narwiańskiego Parku Narodowego od strony wody. Da się to zrobić o ile ma się do dyspozycji pychówki. Pychówki najpierw należy dokładnie opoządzić, później krótki kurs sterowania za pomocą jednego długiego badyla i juz mozna płynąć w zieloną dal.
Jeśli jednak kurs zakończy się fiaskiem i spektakularną klapą, nie ma wyjścia - trzeba wynająć zawodowego flisaka (wenecjanie powiedzieli by "gondoliera") i tak oto mamy romantyczną wycieczkę na łono natury:

Na podlasiu spotkała nas serdeczna gościnność. Tam nawet dzikie bobrołaki żyją w zgodzie i harmonii. Friends will be friends.

niedziela, 13 lutego 2011

łowcy hipsterów

Mamy z Gosią taką zabawę w łowienie hipsterów. Wygrywa ten kto szybciej wypatrzy osobnika tego typu w tłumie. Generalnie dojrzeć hipstera nie jest trudno ale trzeba uważać bo za pomylenie hipstera z menelem przyznawane są punkty ujemne. Fajna zabawa.





Charakterystyczna rzecz: prawdziwy hipster nigdy nie przyzna, że nim jest.

poniedziałek, 29 listopada 2010

dobra niedziela

Wczoraj to była dobra niedziela. Dobrze wykorzystany dzionek. Więc radość z tego, że był i z tego co dał. Spotkanie z prawdziwą, choć podane obiektywem amerykańskiego dokumentalisty, wzruszającą historią. I to zdziwienie nad ludzką prostą odwagą do brania życia i świata w swoje ręce. Bo utrwalanie i pokazywanie rzeczywistości ostatecznie też jest aktem samodzielnej kreacji. Pojechać na drugi koniec świata by uwiecznić życie w oddzielnym archipelagu, uwiecznić jego zmierzch. To tak jakby obudzić zgaszoną galaktykę. Dlatego wdzięczny jestem panu Bryenowi za to, że nie bał się towarzyszyć życiu.
A potem jeszcze kazanie Pawlukiewicza. I znowu to samo wrażenie tylko, że bardziej od strony teoretycznej i motywacyjnej. Zrodziło się z tego przekonanie, że życie jest cudem. A odwaga jest po to aby z tego cudu umieć skorzystać.

czwartek, 29 lipca 2010

song of victory






Raise the flag of piracy, sing the song of victory
Glorious in battle are we
We've never known defeat, we never will retreat.
We live to hear the cannon roar,
And terror is our sempahore
Victoriously loathsome are we,
We rob the rich, the poor; then steal a little more.

Chorus:
Victory, we fight to win
Victory is ours again
We are the scourge of the land and sea
Beastly pirates are we.

Masters of the briny sea,
We'll go down in history.
Couragous men who live by the sword
We deal in treachery, the kings of lechery.
Raise the anchor, trim the sail
We raid tonight if winds prevail
Invincible we fight to the end
United to a man, we need no battle plan.

Chorus

It's so pitable a sight, to see them walk the plank
They squirm and cry for mercy regardless of their rank.

wtorek, 4 maja 2010

ubecja

W gospodarstwach agroturystycznych bywa bardzo ciekawie. Mieszkanie pod wspólnym dachem, w niemal rodzinnej atmosferze, wspólne posiłki i dzielenie się wrażeniami z całego dnia dają możliwość zawierania nowych znajomości, poznawania obcych.

Od razu wiedziałem, że to były ubek. Tak jakby miał to wypisane na czole. I jak tu nie wierzyć fizjonomice - na prawdę ciekawa sprawa...
Może z resztą wcale nie chodziło o wygląd. Postępował wedle następujących zasad: po pierwsze zebrać jak najwięcej informacji (przy czym szczególnie istotne są konkrety jak miejsce zamieszkania, wykształcenie, wiek oraz dane społeczne - pochodzenie, znajomości, status materialny); po drugie wyczuć ogólny polityczny klimat, zbadać światopogląd; po trzecie poznać preferencje wyborcze; i po czwarte broń towarzyszu powiedzieć czegoś o sobie - o nie, w tej kwestii klucz i wymijaj.
I już taki ubek, mógłby spokojnie zapełnić jakąś teczuszkę.
Z finezją równą automatycznej sekretarce starał się być szarmancki i uroczy, taką grubymi nićmi szytą duszą towarzystwa. Głowę miał pełną ciętych pseudoanegdot, był taki że och! ach! Nic tylko pobyć przy nim trochę dłużej aby uraczyć się tą kipiącą wręcz erudycją. Do tego profesor, to co że w bliżej nieokreślonej dziedzinie. Za to zna tego i tamtego: niby, że wszystko może załatwić. Po prostu kurna gość!
Nie uwierzycie ale zdradziło go między innymi to, że do mieszanego damsko-meskiego towarzystwa zwracał się per "panowie".

Zdekonspirowany jeszcze przed 5 rano wsiada do swojej czarnej limuzyny i znika w mroku rzadkim jak sraka.

czwartek, 15 kwietnia 2010

lekcja

Od kilku dni wszyscy bierzemy udział w bardzo cennej, bo żywej, lekcji historii. Ba, my sami tą historie tworzymy: wywieszając flagę, zapalając znicz, rozmawiając wlewamy żywą treść w skostniałą formę naszego narodu. W ten sposób zapisujemy dla potomnych kolejną kartę podręcznika do historii. Naszą postawą zadziwiamy świat i sprawiamy, że sami z siebie jesteśmy dumni. Dorzucamy nowy kamyczek do szańca narodowych mitów i przy okazji przekonujemy się o tym jakie to piękne uczucie. Moi rodzice doświadczyli tego w momencie wyboru Wojtyły na papieża, dziadkowie gdy Polska odzyskiwała niepodległość a ja mogę teraz.

Sami u siebie pobieramy niespotykaną lekcję o ludziach, o postawach, o tym jak elastyczna jest wielkość i małość i o tym jak bardzo potrzebujemy być razem, jak bardzo potrzebujemy patriotyzmu.

Królewskie miasto Kraków znowu będzie miało niezwykłe szczęście. Ostatnio tylu znamienitych gości było tam dzięki Kazimierzowi Wielkiemu 646 lat temu, teraz znowu na krótką chwilę Kraków stanie się stolicą świata...
A jest tam w Krakowie też paru takich co im się to wszystko w ogóle nie podoba i dla swoich niskich pobudek, w swym zacietrzewieniu nawet po śmierci nie dadzą w spokoju spocząć szczątkom Prezydenta RP. Jest to dodatkowy temat tej lekcji, przypomnienie, że byli, są i pewnie zawsze już będą też tacy Polacy. Oni również stanowią ważny fragment naszego narodowego mitu, który przecież ma swoje różne odcienie. Przypomniało mi się, że Słowacki napisał kiedyś coś mniej więcej takiego:
O Polsko!
Póki Ty duszę anielską
będziesz gnieździła w czerepie rubasznym,
póty kat będzie rąbał twoje cielsko
i nie będzie twój miecz pomsty strasznym.
I będziesz miała hyjenę na sobie
i grób i oczy otworzone w grobie.

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

"znowu"

Stałem dzisiaj w szpalerze tysięcznego tłumu. Była to niema asysta w ostatniej drodze Prezydenta do pałacu, jakby oczekiwanie, jakby coś się jeszcze mogło wydarzyć. Ostatecznie pod koła konduktu posypało się trochę kwiatów, a ten i ów zaklaskał. Czarny furgon przejechał, i tyle.

Warszawska ulica od dwóch dni tętni życiem i milczy. Tak jakby już tylko ono nam pozostało. Jeśli przemawia to w głosach starców, którzy już wiele widzieli i dlatego będą mówić dosadnie, wzniośle, podejrzliwie.

70 lat po zamordowaniu 22 tysięcy polskich oficerów, by uczcić ich pamięć, w podróż do miejsca zbrodni wyruszyła najwyższa generalicja Wojska Polskiego pod przewodnictwem Najwyższego Zwierzchnika Polskich Sił Zbrojnych w osobie Prezydenta RP, Lecha Kaczyńskiego. Panu Prezydentowi w delegacji towarzyszyła małżonka oraz przedstawiciele najwyższych urzędów państwowych i partii politycznych. Samolot uległ katastrofie i wszyscy zginęli.
W ten sposób domknęła się straszliwa klamra, lecz jej sensu jeszcze nie znamy...

W sobotę rano radio miało pomóc wstać z łóżka, lecz nadawany właśnie komunikat nie pozwalał się poruszyć. Był jak dziwny sen.
Śni mi się czasami coś takiego dziwnego, że czuje jak każda komórka mojego ciała jest niesłychanie dynamicznie i mocno wyrywana w czarną dziurę śmierci. Stąd być może trochę wiem o nagłym obliczu śmierci. Taki sen trwa sekundę: wsysa cię i budzisz się nieźle przestraszony.

Boże spraw aby wszystkie ofiary Katynia obudziły się do szczęśliwego życia po śmierci.

Lech Kaczyński był wielokrotnie wyśmiewany. Owszem nie był showmanem i nie działał pod publikę. Został wybrany przez zwykłych ludzi, którzy chcieli aby na najwyższym urzędzie był ktoś, kto będzie bronił ich praw i interesów. był po prostu uczciwy, urzędu nie traktował jako trampoliny dla własnych korzyści ale jako misję publiczną, pracę na rzecz Narodu. Jak nikt przed nim w swojej prezydenturze skupił się na ochronie polskiej pamięci historycznej, uczucia dumy narodowej i niemodnego patriotyzmu. Był faktycznym kontynuatorem przedwojennego etosu i prawdziwej polskiej tradycji. Za te działania, które dla wszystkich urzędników powinny być normą, został uznany za kontrowersyjnego i krytykowany - także w Polsce.
Kiedy usłyszałem o jego śmierci, pomyślałem "no tak teraz zostanie uznany za najlepszego prezydenta Polski", nie minęły jeszcze dwie doby od tamtego wydarzenia a ja sam już wierze, że był na prawdę najlepszy, na prawdę polski, na prawdę nasz.

niedziela, 28 marca 2010

Jak to dobrze jest

mieć trochę wolnego czasu do spędzenia razem. Przyjacielskie słońce, smak rozmowy i śmiechu (po spotkaniu z Bąkiem) to luzik wiosennego piwka: idealna niedziela. Boże jak dobrze jest. Wolnego czasu nie należy jednak planować, a już na pewno nie co do minut, bo wtedy (Przemysławie) mogą uciec te najfajniejsze. Dydalioni musieli szybciej uciekać, też szkoda byłoby jeszcze bardziej rodzinnie...

Pod skórą Moniki kołysze się mały człowiek. Niedługo po raz pierwszy ujrzy światło dzienne, będzie to dla niego przeżycie, coś chyba takiego, jakby w tej chwili porwali mnie kosmici. Tak to sobie wyobrażam.
Moją ulubioną zabawą jest stanąć w jeszcze ciepłym po zagranicznym turyście miejscu i spojrzeć w tym samym co on przed chwilą kierunku. Widziałem już w ten sposób całą masę różnych detali, za każdym razem to odkrycie czegoś nowego, nowe wrażenie... cóż dopiero zobaczy taki młody wyciągnięty do suchego światła. Od tego momentu fale elektromagnetyczne będą trafiać już bezpośrednio do jego zmysłów. Niesamowite przesuniecie granic wszechświata.



Istnieje nieograniczona ilość możliwych perspektyw. Spojrzenie na świat oczami innych wcale go nie uszczupla, lecz wzbogaca do nieskończoności.




Tak właściwie zakończył się marzec, najbardziej pracowity miesiąc w moim życiu. Teraz nowe rozdanie. Jutro nowa wiosna.




początek marca:
Sandomierskie zakotwiczanie nieba - nieskrępowana próba odwrócenia reguł wszechświata.

środa, 17 marca 2010

radość

Spotkałem dziś kilku uczestników treningu interpersonalnego, który prowadziłem przez ostatni weekend. Spotkanie z serii tych co dają poczucie sensu i radości. W ogóle w tym projekcie od samego początku było wszystko jak należy: badanie potrzeb, przygotowanie programu, negocjacje, ...
Okazuje się, że dobrze zastosowana teoria jest wielce praktyczna. Jakoś po prostu dobrze i miło jest upewnić się, że na pewnym poziomie wszystko jest takie, jak być powinno. Usłyszałem dziś: "zmieniłam się - teraz myślę pozytywnie" i ostatecznie chodzi tylko o tyle, nie trzeba nic więcej.

welcome to the jungle by Natalka

czwartek, 25 lutego 2010

Slovensko 2010

Mniej więcej rok temu za namową przyjaciół zaingurowałem działanie jako bloger-robol. Chodziło o to, żeby wszyscy krewni i znajomi mogli w sposób tani i tajny sprawdzić co słychać u mnie na Słowacji (w tym czasie rozpoczynałem tam studia w ramach programu ERASMUS).

Piękno kraju, poznani ludzie i erasmusowa rzeczywistość wytyczyły nowe linie papilarne mej świadomości. I teraz to nie, że ja chce, lecz samo coś ciągnie, coś samo każe doń wracać...

Czasami cofnięcie w czasie jest możliwe i znowu da się postawić stopę w tym samym miejscu, przesiąknąć atmosferą, przeżyć coś raz jeszcze.

Przywdziałem ponownie skórę studenta, zabrałem ze sobą starą słowacką legitymacje i tak z komicznym zacięciem, w dzielnym towarzystwie ruszyłem do Rużomberka na spotkanie erasmusów, przygody i przyrody. Rok temu przed samym wyjazdem rozpieprzyłem siekierą stary czajnik (efekty można zobaczyć na tym blogu w jednym z pierwszych zamieszczonych tu postów), teraz powoli jakby coś świta i chyba sam zaczynam rozumieć co to miało znaczyć.




Przebrany za słowackiego studenta,
starałem się wtopić w tłum










Wśród starych śmieci








O takie kwiatki, skąd my to znamy...








Na zimno są już dobre sposoby,
otwartych przez Słowaków drzwi nie trzeba wywarzać








Zdrój wszelkiego życia










Na takiej wyprawie jazda stopem to banan z masłem - zupełna normalka





W górach widoki były po prostu przeprzeprzeprzepiękne,
żadna fotografia tego nie odda








Wśród Erasmusów, bo na Słowację jak do domu








A oto bardzo ważne kolory







Po powrocie zbadałem sobie krew, zawierała 3 razy więcej tlenu niż normalnie (wyraźnie widoczne jasne plany)





No i szczególne podziękowania dla naszych sponsorów:
bez nich ekspedycja Slovensko 2010 nie byłaby możliwa

MoniaMonika hej Sokoły!