Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 grudnia 2011

Terapia audiowizualna



Odbiór muzyki i obrazu nie wymaga wysiłku dzięki czemu te obydwie sztuki są dobrym nośnikiem nastroju. Na jesienne wieczory lub jako tło do niedzielnych rozważań szczególnie polecam Kitaro, geniusza harmonii.

czwartek, 5 maja 2011

Opowieści z Narwi

Podlasie - kraina niezwykła. Znów przywołała nas do swego zielonego łona, ukoiła żubrem, napełniła pieczoną kiełbasą i rześkością. A wszytko to zaledwie 2 godziny jazdy pociągiem od zatłoczonej Warszawy. Niby niedaleko, jednak cały sęk w tym żeby wiedzieć w którą strone pojechać i na której stacji wysiąść.


Dla zainteresowanych przedstawiam krótki fotreportaż z naszej ostatniej wycieczki:
Pierwsza stacja: starożytna osada Uhowo.
Tutaj nie upiecze się żadnemu gościowi bez gardłowych śpiewów i rytualnego tańca wokół ogniska.

No ewentualnie może być też Disco-Rusko. W każdym razie przed wyprawą na łowy i odwiedzaniem uroczysk na wszelki wypadek warto porządnie oczyścić sobie umysł (pomocne w tym są wszelkie trunki zwalczające szare komkórki).


Podlaskie miejscowości często są odwiedzne przez dzikie zwierzęta, które wyłażą z pobliskich puszczy i bagnisk w poszukiwaniu pokarmu. Jadąc w tamte strony po cichu liczyliśmy, że uda nam się spotkać żubra, bóbra albo łosia. I tak oto spacerujemy po Supraślu, patrzymy a tu: OrŁoś.





W centrum Krynek - przygranicznej mieściny, słynacej ze Straży Granicznej, odpowiedzialnej za bezwzględną walkę z turystami, stoi stara Synagoga (obecnie pełni funkcję Centrum Kultury). Na jej drzwiach można przeczytać, dodatkowe informacje:






























Pojechaliśmy dalej. Naszym celem była wieś Kruszyniany, gdzie prawdziwy Tatar (całkiem sympatyczny), w prawdziwym meczecie zachęcał nas do hidżry, dżihadu i poligami - ogólnie ciekawa sprawa, warto spróbować.

Później Wierszalin i spotkanie z niezwykłym teatrem, w którym nic nie jest do końca jasne, a Adela cięgle nie wie, czy to wszystko jest raczej do śmiania czy rozumienia... Nie wiem i ja skąd się tam wzieła ta trupa aktorów, czy i jakie szkoły pokończyli, a ze względu na ich świetne aktorstwo są to pytania bardzo intrygujące.
Konrad załatwił zwiedzanie Narwiańskiego Parku Narodowego od strony wody. Da się to zrobić o ile ma się do dyspozycji pychówki. Pychówki najpierw należy dokładnie opoządzić, później krótki kurs sterowania za pomocą jednego długiego badyla i juz mozna płynąć w zieloną dal.
Jeśli jednak kurs zakończy się fiaskiem i spektakularną klapą, nie ma wyjścia - trzeba wynająć zawodowego flisaka (wenecjanie powiedzieli by "gondoliera") i tak oto mamy romantyczną wycieczkę na łono natury:

Na podlasiu spotkała nas serdeczna gościnność. Tam nawet dzikie bobrołaki żyją w zgodzie i harmonii. Friends will be friends.

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

po wizycie w Centrum Nauki Kopernik

Na mojego maila spłynęła część rzeczy, które udało mi się stworzyć podczas odwiedzin w Centrum Nauki Kopernik. Dostałem miedzy innymi odcisk swojej dłoni, zdjęcie tęczówki, zapis uwertury, którą skomponowałem rzucając kośćmi do gry, czy sonet który ułożyłem wspólnie z elektronicznym poetą. Oto premiera tego wiekopomnego dzieła:
***

Miesiącem letnim wytrwale poluje

Wie że październik to pora godowa

I zapytany tak konfabuluje

Nie gnębi go już powaga cechowa

***

Zielona najada Pana masuje

W dalekiej Szwecji gdzie topiel cenowa

Nie - brata z zimną krwią nie zamorduje

Egzystencyja jasnooliwkowa

***

W okowach dzierży wrodzona estyma

Wyczuwa zmysłem gdzie płynie benzyna

Płynie zdrój smętny - ognista posoka

***

Jedynie poblask nicości zbyt srogi

Ty który teraz sączysz hańby mroki

Na rondzie głównym miasteczka Sanoka
> Generalnie nie wiadomo o co chodzi ale i tak dosyć to chyba mądre :)

sobota, 26 marca 2011

Czarny Łabędź i Psychoanaliza


Zgłębianie meandrów psychiki jest chyba największym konikiem Darena Aronofsky'ego. Postacie w jego filmach częstokroć są napędzane przez obcą lecz przyswojoną idee fixe, która prowadzi ich do zatracenia siebie i autodestrukcji. Bohaterowie "Pi" czy "Zapaśnika" działają na zasadzie zewnętrznego determinizmu, w imię którego podejmują wyniszczające ich zmagania. Nie znając ostatecznego celu swoich bolesnych poświęceń, cały sens upatrują w ciągłym, uporczywym dążeniu. W ten sposób ich historie zamykają się w psychodelicznym kręgu, a widza pozostawia się z zestawem niepasujących do siebie puzzli i egzystencjalnych znaków zapytania.

Na tym tle "Czarny Łabędź” zaskakuje pod względem psychologicznej logiki i wyrazistej konsekwencji wydarzeń. Można powiedzieć, że film ten jest krokiem reżysera od Heideggerowskiego zawieszenia ku freudyzmowi, który daje się jednak opisać ciągiem przyczynowo-skutkowym.

Właściwie to jestem pod silnym wrażeniem psychoanalitycznego wykładu zawartego tym filmie. Naszpikowanie motywów psychoanalityczną symboliką, mechanizmami obronnymi, odsyłaczami podawanymi niekiedy w sposób zakamuflowany, a innym razem zupełnie wprost, zostało przez twórcę tego obrazu przeprowadzone w takim stopniu, że film ten swobodnie może być prezentowany studentom jako ilustracja "Wprowadzenia do Psychoanalizy".

Matka głównej bohaterki jest byłą baletnicą, która przez całą swoją karierę nie odniosła żadnego poważniejszego sukcesu. Obowiązujący w środowisku kult piękna i idealnej harmonii ruchów, które były poza jej zasięgiem, stają się dla niej źródłem frustracji i wewnętrznego napięcia. Na skutek mechanizmu przeniesienia, winę za swoje niepowodzenia obarcza córkę, od której oczekuje realizacji swoich własnych pragnień. Swoje dorosłe dziecko (lat około 20) zamyka w złoto-różowej klatce i, aby w symboliczny sposób odsunąć od siebie fakt upływu czasu, nie pozwala jej dorosnąć. Wszelkie próby autonomicznej aktywności córki są hamowane poprzez nadmierną kontrolę, szantaż emocjonalny, agresję słowną i fizyczną.

Nic dziwnego, że pod tak silną cenzurą struktura osobowości głównej bohaterki ulega zaburzeniu: wszystkie aspekty jej funkcjonowania są zdominowane przez Superego. Nie ma więc możliwości do ekspresji swoich emocji, popędów ani dążeń. Ekwiwalentyzacją jej niezaspokojonego popędu seksualnego staje się samookaleczanie, wywołujące w niej dreszcze te same, które towarzyszą fizycznemu podnieceniu. Kiedy w balecie przypada jej poważna rola, która wymaga od niej odkrycia i uświadomienia sobie mrocznej strony, sfery w której popęd seksualny miesza się z dążeniem do destrukcji i śmierci, rozpoczyna się prawdziwy dramat. Jej przygnieciona przez cenzurę osobowość nie radzi sobie z tak nagłym dopływem dotychczas nieakceptowanych impulsów i ulega rozbiciu.

Ostatecznie uwolniona przez bohaterkę energia obraca się przeciw niej i to ona płaci najwyższą cenę tak długiego i silnego tłumienia popędów. Przed śmiercią zdaje się wreszcie akceptować całą złożoność i przeciwstawne impulsy występujące w jej wnętrzu, tak samo jak u wszystkich innych ludzi. Umiera w przekonaniu, że osiągnęła ideał. Optymistyczne przesłanie zawarte w scenie jej śmierci polega na tym, że ten ideał jest po prostu akceptacją różnych przejawów człowieczeństwa.

niedziela, 18 lipca 2010

wulgarny szajs

Wrzucenie kontrowersyjnego tematu wiele ułatwia. Sprawa sama się nagłaśnia i nie trzeba zbytnio dbać o promocję. Z resztą w świecie sztuki, gdzie tak dużo pola pozostawiono subiektywnym interpretacjom i domysłom odbiorców wiele, bardzo wiele uchodzi. "Artyści" mają tego świadomość i nie wahają się smarować gównem po twarzach odbiorców, którzy przecież wobec tak "wielkich dzieł" pozostają całkowicie bezbronni. Bo powiedzieć, że coś mnie jako odbiorcę oburza będzie tylko powodem do chwały dla autora, przyniesie mu rozgłos i uznanie w śmietance. Będzie dowodem na to że prace tego gościa targają za duszę, pobudzają Dulskiego do myślenia, czyli że po prostu są dobre, że stanowią prawdziwą sztukę.


Te i podobne myśli towarzyszyły mi podczas oglądania w Zachęcie wystawy "Płeć? Sprawdzam! Kobiecość i męskość w sztuce Europy Wschodniej". No i jeszcze pomyślałem sobie wtedy, że ktoś tu po prostu próbuje zrobić z ludzi idiotów, wciska syf w opakowaniu "sztuka". A przecież chociażby adeptów aktorstwa wyczula się, aby przez szacunek do widzów i ich wrażliwości, nie grali zbyt ekspresyjnie. Sztuka nie jest wojną i nie powinna wyrządzać krzywdy - to można o niej powiedzieć z całą pewnością. A dzieła nie powinny atakować. Uważam, że lepiej świadczy o dziele gdy subtelnie przykuje ono uwagę pojedynczych jednostek, niż gdy w sposób nachalny i wulgarny samoistnie będzie narzucało się masom. Jednak stworzenie czegoś unikalnego wymaga twórczego myślenia, poważnej pracy umysłowej lub nawet geniuszu. O ileż łatwiej jest po prostu nakręcić pornola i wyświetlać w Galerii Narodowej pod niby wieloznacznym szyldem. I oto przykładowo na tej wystawie dostajemy do podziwiania film, na którym kobieta po prostu zszywa sobie wargi sromowe a pod spodem możemy przeczytać opis tego jaka w tym akcie tkwi niesamowita głębia. Jest to głębia tak głęboka, że nie da się jej wyrazić poprzez samo dzieło - opis musi być. Co więcej nie da się jej wyrazić prostymi słowami - stąd w opisie wiele niezrozumiałych wyrazów, które powodują, że nie chce się nawet tego czytać bo i tak nic z tego nie wynika. Chodzi w tym tylko o to aby wywołać w widzu przekonanie, że to wszystko ma jakiś większy, niepojęty dla jego ciasnego umysłu sens.
Jeżeli zaprezentowana wystawa faktycznie ukazuje najważniejsze dzieła sztuki poruszające problematykę kobiecości i męskości w naszej części Europy w ciągu ostatniego półwiecza to znaczy, że temat ten po prostu nigdy nie został podjęty przez żadnego artystę. Jakoś nie chcę mi się w to wierzyć, już prędzej ktoś tu usiłuje zrobić z ludzi idiotów. A ja tego po prostu nie lubię.

niedziela, 28 marca 2010

Jak to dobrze jest

mieć trochę wolnego czasu do spędzenia razem. Przyjacielskie słońce, smak rozmowy i śmiechu (po spotkaniu z Bąkiem) to luzik wiosennego piwka: idealna niedziela. Boże jak dobrze jest. Wolnego czasu nie należy jednak planować, a już na pewno nie co do minut, bo wtedy (Przemysławie) mogą uciec te najfajniejsze. Dydalioni musieli szybciej uciekać, też szkoda byłoby jeszcze bardziej rodzinnie...

Pod skórą Moniki kołysze się mały człowiek. Niedługo po raz pierwszy ujrzy światło dzienne, będzie to dla niego przeżycie, coś chyba takiego, jakby w tej chwili porwali mnie kosmici. Tak to sobie wyobrażam.
Moją ulubioną zabawą jest stanąć w jeszcze ciepłym po zagranicznym turyście miejscu i spojrzeć w tym samym co on przed chwilą kierunku. Widziałem już w ten sposób całą masę różnych detali, za każdym razem to odkrycie czegoś nowego, nowe wrażenie... cóż dopiero zobaczy taki młody wyciągnięty do suchego światła. Od tego momentu fale elektromagnetyczne będą trafiać już bezpośrednio do jego zmysłów. Niesamowite przesuniecie granic wszechświata.



Istnieje nieograniczona ilość możliwych perspektyw. Spojrzenie na świat oczami innych wcale go nie uszczupla, lecz wzbogaca do nieskończoności.




Tak właściwie zakończył się marzec, najbardziej pracowity miesiąc w moim życiu. Teraz nowe rozdanie. Jutro nowa wiosna.




początek marca:
Sandomierskie zakotwiczanie nieba - nieskrępowana próba odwrócenia reguł wszechświata.

sobota, 9 stycznia 2010

zwycięstwo obrazu: AVATAR

W kinie zawsze bardziej ceniłem treść, której jakość była dla mnie podstawowym wyznacznikiem jakości filmu jako całości. Forma była dla mnie na drugim miejscu, była miłym dodatkiem - czymś dla ciała, podczas gdy dusza potrzebowała pożywić się ambitną, pogłębioną fabułą. Po prostu lubię gdy reżyser podejmuje próbę opowiedzenia historii, która opisując fragment Uniwersum, pozostawia po sobie jakiś temat do własnych przemyśleń. Jeśli interesująca treść współgra z formą prezentujących ją obrazów, film taki uznaję za bardzo dobry i godny polecenia...

Treść filmu Avatar została ulepiona z oklepanych przez tysiąclecia lecz ciągle żywotnych i funkcjonujących w zbiorowej podświadomości obrazów. Mamy tam więc między innymi archetyp bogini-matki, starego mędrca, dobrego i złego wojownika, walki szlachetnych sił natury z siłami pragmatycznego rozumu, miłości wbrew podziałom, itd. Powiedzmy, że odwołanie się do archetypów jest inteligentnym zabiegiem twórców tego obrazu: wkłada do filmu bogactwo zapożyczonej treści, bez konieczności wymyślania czegoś na nowo. Jest to rozwiązanie stosunkowo proste, a zarazem skutecznie broniące film przed zarzutem jałowości. Zabieg ten pozwolił reżyserowi skoncentrować się na tym, na czym tak na prawdę mu zależy - na obrazie. James Cameron słynie z monumentalności swoich dzieł (fani gatunku SF z pewnością cieszą się, iż autor ten po przeszło 10 latach od premiery ostatniego filmu "Titanic", swoim kolejnym dziełem powraca do reżyserskiej kolebki), a Avatar w wersji 3D po prostu na prawie trzy godziny WGNIATA WIDZA W FOTEL. Stworzenie tego filmu w wersji trójwymiarowej zajęło reżyserowi 2 lata i pochłonęło setki milionów $ - jestem pewien, że się zwróci. Efekty są tak dopieszczone, że oglądanie tego filmu w domu po protu nie ma sensu, koniecznie trzeba pójść do dobrego kina. I jest to najlepsza odpowiedź, jaką może dać twórca na zjawisko piractwa.

Ja siedziałem oszołomiony i oczarowany - obraz zwyciężył.

PS. apropo treści: jak słusznie zauważył ksiądz Wojtek, film przemyca prawdę, że aby być prawdziwym człowiekiem, trzeba przestać nim być (podobnie mają się sprawy w filmie "district 9").

piątek, 20 listopada 2009

Ministerstwo Głupich Kroków


Cieszę się, że mogłem wesprzeć akcję taka jak ta wczorajsza, zorganizowana przez Marcina. Około 15 uczestników happeningu w towarzystwie kilkudziesięciu dziennikarzy i kilku "zupełnie postronnych" gapiów takich jak ja w zupełnie bezsensownym celu przemaszerowało do lubelskiego ratusza by wziąć udział w posiedzeniu rady miasta. Do Ministerstwa Głupich Kroków został przyjęty były prezydent Lublina, pan Bryłowski, a stało się to na skutek pozytywnie zaliczonego przez niego egzaminu wstępnego...

więcej zobaczyć można między innymi tutaj:

http://radio.lublin.pl/index.php?site=news_details&id=66853

http://www.rmf.fm/fotoreportaze,165291,Ministerstwo,glupich,krokow,przemaszerowalo,przez,Lublin.html
http://lublin.gazeta.pl/lublin/1,88296,7270513,Straz_miejska_nie_lubi_Monty_Pythona_w_ratuszu.html


sobota, 17 października 2009

świadomość

Wierzę, że istnieje ogólny nurt ponadczasowej, kosmicznej świadomości. Zawiera on w sobie całą możliwą wiedzę w formie abstrakcyjnej. Czasami dane nam jest podłączenie się do tego strumienia, także po to by uzyskać odpowiedzi. Szczęśliwcy, przez których przelewają się małe fragmenty tego oceanu tworzą takie rzeczy jak Czechowicz, Picasso, czy Mozart. Przecież Beethoven kiedy tworzył swoje największe dzieła był całkiem głuchy.

ILU.

piątek, 25 września 2009

Mega Rzecz

Rzecz nie do przegapienia: „Taksim” - najnowsza powieść Stasiuka w interpretacji Krzysztofa Majchrzaka, codziennie w Programie Trzecim Polskiego Radia od godziny 20.45 do 21.

Beskid, czad, alkoholowy odlot, chropowate arcydzieło. Po prostu trzeba posłuchać, choćby kilku, choćby nawet jednego tylko odcinka i nie ważne, jeśli nie słyszałeś wcześniejszych: piętnaście minut tego słuchowiska wystarczy by przenieść Cię w inny, toczący się równolegle, lecz równie realny, wszechświat przeżyć i spostrzeżeń. Ten alternatywny świat jest nam przecież już skądś znany, a w formie takiej jak ta zawsze warto sobie o nim przypomnieć.